Uszkodzone wybuchem części aparatu Foth Derby odnalezione na wzgórzu, po prawej zbliżenie na wizjer

Tajemnica bezimiennego wzgórza – Krykulec 1945

Czas czytania: 9 minut

Tajemnica bezimiennego wzgórza – Krykulec 1945

Paweł Pałasz - prezes Stowarzyszenia Miłośników Historii i Eksploracji "Pro Memoria" z Gdyni, członek zespołu badawczego Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Miłośnik historii Gdyni i Pomorza, ze szczególnym uwzględnieniem okresu II wojny światowej.

Wrzesień 1993 roku. Jako młody pasjonat historii przemierzam wraz z kolegą gdyńskie lasy w poszukiwaniu śladów walk, które przetoczyły się przez ten rejon w marcu 1945 roku. W promieniach słońca wspinamy się na strome zbocza wysokiego wzgórza, położonego w samym środku dawnego Lasu Krykulec, nieopodal rzeki Kacza. Im bliżej szczytu, tym częściej mijamy zarośnięte pozostałości okopów i świeże ślady penetracji terenu przez poszukiwaczy militariów – co krok natrafiamy na niezasypane dołki i porozrzucane łuski. Nagle dostrzegamy rozkopaną pozycję strzelecką, jasny piasek piętrzący się wokół niej z daleka rzuca się w oczy. Kątem oka widzę, jak mój kompan wyrywa do przodu – Panzerfaust! – krzyczy.

Podekscytowani podbiegamy do dziury w ziemi. Rzeczywiście, o ścianę okopu oparta jest zardzewiała rura wyrzutni niemieckiego granatnika przeciwpancernego Panzerfaust. Obok leży pusta sowiecka skrzynka amunicyjna, na której wciąż dobrze widoczna jest pięcioramienna gwiazda. Żaden pojazd nie byłby w stanie podjechać pod strome zbocza tego wzgórza, uświadamiam więc sobie, że ów granatnik musiał zostać użyty do walki z sowiecką piechotą. Zaciekły to musiał być bój…

Na pobliskich stokach odnajdujemy jeszcze dwie kolejne, puste rury tego samego typu. Idziemy dalej, mijamy następne okopy; wokół walają się stosy karabinowych łusek i puste taśmy amunicyjne. Zastanawiam się, przez co musieli tu przejść żołnierze obu walczących stron. W pewnym momencie moją uwagę zwraca połyskujący w słońcu, aluminiowy przedmiot. Podnoszę go i po chwili odkrywam, że to zachowany w całości tył aparatu fotograficznego! Miałem w domu radziecką Zorkę – podobieństwo było uderzające. 

Na to bezimienne wzgórze, ukryte w samym środku Krykulca, wracałem od tamtego dnia wielokrotnie. Jak magnes przyciągała mnie tajemnicza aura tego miejsca, związana z wydarzeniami z marca 1945 roku. Tak bardzo chciałem ustalić ich przebieg, wyrwać wzgórzu jego tajemnicę… Niestety, wszelkie źródła, do których miałem wówczas dostęp, milczały na ten temat.

Po wielu latach od mojej pierwszej wizyty na szczycie udało mi się – pośród innych artefaktów – odnaleźć  kolejne, drobne części aparatu fotograficznego, w tym świetnie zachowany wizjer. Był to element na tyle charakterystyczny, że dawał nadzieję na identyfikację modelu urządzenia. Zakładałem, że aparat był produkcji niemieckiej, z zapałem rozpocząłem więc przeglądanie internetowych archiwów fotografii takich urządzeń z lat 20. i 30. XX wieku. Poszukiwania okazały się mozolne i czasochłonne – setki, tysiące fotografii, mijały godziny, dni… W końcu jednak wysiłek się opłacił – jest! Na jednym ze zdjęć znalazłem identyczny wizjer i szybko okazało się, że to część niemieckiego aparatu Foth Derby z lat 30., produkowanego przez firmę Carl Friedrich Foth&Co.

Przedsiębiorstwo to powstało w 1924 roku w Gdańsku i początkowo miało swoją siedzibę przy obecnej ulicy Łąkowej 35/38 (niem. Weidengasse). Zajmowało się wytwarzaniem instrumentów optycznych, takich jak mikroskopy, lornetki, a także radia. W 1926 roku zakład przeniesiono do Berlina, gdzie rozpoczęto produkcję aparatów fotograficznych, w tym, od 1930 roku, modelu Foth Derby, eksportowanego do wielu krajów Europy, a nawet dalekiej Japonii. Firma z nieznanych przyczyn zakończyła produkcję około 1940 roku. 

Odnalezione przeze mnie szczątki aparatu były fascynującą ciekawostką, jednak w żaden sposób nie przybliżyły mnie do ustalenia przebiegu wydarzeń, jakie rozegrały się na wzgórzu w marcu 1945 roku.

Uszkodzone wybuchem części aparatu Foth Derby, odnalezione na wzgórzu; po prawej wizjer, 1930-1940, prod. Carl Friedrich Foth&Co. (ze zbiorów prywatnych).

Kilka lat temu postanowiłem w końcu poszukać informacji w bogatych rosyjskich archiwach, których zasoby dostępne są online. Szybko okazało się, że na temat walk w rejonie Krykulca zachowało się niezwykle dużo materiałów: dokumentów, raportów, odręcznie pisanych meldunków, map… Zacząłem wnikliwie analizować te materiały, próbując przy tym odświeżyć swoją szkolną znajomość języka rosyjskiego.

Pewnego marcowego dnia 2023 roku, natrafiłem na mapę z 22 marca 1945 roku, która sprawiła, że z wrażenia serce zaczęło bić mi szybciej. Niebieską kreską zaznaczono na niej okrążony na wzgórzu niemiecki oddział, czerwonymi strzałkami zaś – atakujące go ze wszystkich stron jednostki sowieckie. Zacząłem gorączkowo szukać raportu odnoszącego się do tej mapy, coś przecież musiało być… Czułem, że rozwiązanie dręczącej mnie zagadki jest na wyciągnięcie ręki. 

Wkrótce znajduję raport sztabu sowieckiej 310. Dywizji Strzeleckiej z 22 marca 1945 roku, godz. 24:00. Podekscytowany czytałem:

„[…] 1084. Pułk Strzelecki prowadzi walkę w lesie. […] 7. kompania wraz z plutonem awtomatczików [żołnierzy uzbrojonych w pistolety maszynowe – przyp. P.P.]) pułku okrążyła zgrupowanie przeciwnika w liczbie do 60-70 ludzi w rejonie położonym 1 km na wschód od Krückwaldu i prowadzi walkę w celu zniszczenia zgrupowania przeciwnika.” (tłum. aut.).

Na te sensacyjne informacje czekałem 30 lat! Pozostawało już tylko jedno pytanie: jakie były ostateczne losy owego niemieckiego oddziału?

Radziecka mapa sztabowa przedstawiająca położenie oddziałów 310. Dywizji Strzeleckiej w dniu 22 marca 1945, godz. 22:00. Kolorem niebieskim zaznaczono okrążony na wzgórzu niemiecki oddział (źródło: www.pamyat-naroda.ru Plany. Data utworzenia dokumentu: 22 marca 1945 r. Archiwum: TsAMO, Kolekcja: 1618, Inwentarz: 0000001, Plik: 0047, Strona początkowa dokumentu w pliku: 76).

U stóp wzgórza, przy skrzyżowaniu leśnych dróg, odkąd pamiętam stał krzyż – niewątpliwie żołnierska mogiła, o której krążyły rozmaite legendy.  Mówiono, że spoczywają tam polscy żołnierze, a nawet … angielscy lotnicy. Byłem jednak przekonany, że jest to grób poległych niemieckich obrońców pobliskiego wzniesienia. Otwarcie mogiły mogłoby pomóc w odpowiedzi na pytania dotyczące przebiegu bitwy o wzgórze, postanowiłem więc podjąć działania w tym kierunku.

Latem 2023 roku spotkałem się z Maciejem Stromskim – archeologiem i właścicielem firmy Detekt, która na zlecenie Niemieckiego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi prowadzi ekshumacje szczątków niemieckich żołnierzy na terenie województwa pomorskiego. Po uzyskaniu wszystkich niezbędnych pozwoleń, w listopadzie tego samego roku przystąpiliśmy do ekshumacji. Wiązałem z nią duże nadzieje, licząc że dzięki temu ustalimy nowe, istotne fakty, a przede wszystkim zidentyfikujemy poległych.

Niestety okazało się, że mogiła kryła szczątki tylko jednego żołnierza, przy których – poza kilkoma elementami niemieckiego umundurowania – nie znaleźliśmy nic więcej. W pracach uczestniczył również mój kolega, który przez wiele lat pracował dla nieistniejącej już polsko-niemieckiej Fundacji „Pamięć”. Zaprowadził mnie w pewne miejsce położone w połowie stoku wzgórza i wskazał ślady trzech dawnych okopów.

– W końcu lat 90. ekshumowaliśmy stąd szczątki około dwudziestu niemieckich żołnierzy – powiedział. – Niestety miejsce było wcześniej penetrowane przez poszukiwaczy, odnaleźliśmy jedynie jeden lub dwa znaki tożsamości.

A więc to byli owi obrońcy wzgórza, wszystko wskazywało na to, że walczyli do tragicznego końca. Próbuję sobie wyobrazić tamte chwile. 

Z raportów sowieckich wynika, że niemiecki oddział zajmował pozycje na wzgórzu już od 20 marca i kilkakrotnie wyprowadzał stamtąd kontrataki. Wygląda więc na to, że obrona wzgórza trwała co najmniej trzy dni. Jak długo żołnierze niemieccy byli w okrążeniu? To pytanie nie dawało mi spokoju i spędzało sen z powiek. Zacząłem się zastanawiać, czy odpowiedzi nie kryją się w niemieckich archiwach.

Los się do mnie uśmiecha. Dzięki uprzejmości pana Michała Żurawskiego – za co pragnę Mu w tym miejscu serdecznie podziękować – w listopadzie 2025 roku wszedłem w posiadanie arcyciekawych niemieckich dokumentów. Wynika z nich, że 20 marca 1945 roku na stoku sąsiedniego wzgórza rozlokował swoje stanowiska sztab 412. Pułku Grenadierów, wchodzący w skład niemieckiej 227. Dywizji Piechoty. W tym momencie wiele elementów zaczęło się układać się w logiczną całość. Pozostałości potężnych sztabowych ziemianek są w tym miejscu do dziś doskonale widoczne.

Dzięki tym informacjom możemy właściwie mieć pewność, że okopana na wzgórzu kompania stanowiła oddział osłaniający od zachodu sztab 412. Pułku i najprawdopodobniej wchodziła w jego skład. Jak jednak doszło do okrążenia? Odpowiedź przynoszą wspomnienia dowódcy 412. Pułku,  pułkownika Ratza. Relacjonuje on, że 20 marca sztab znajdował się już na pierwszej linii obrony, a dzień później Rosjanie uderzyli na pobliskie wzgórze 127,5, położone na południe od stanowisk sztabowych. Podjęto wtedy decyzję o wycofaniu sztabu do zabudowań znajdujących się przy dzisiejszej ulicy Olkuskiej, gdzie swoje pozycje zajmowały między innymi pododdziały 227. Pułku Artylerii. Możemy domniemywać, że wojska sowieckie szybko zorientowały się w sytuacji, odcięły drogę odwrotu kompanii rozlokowanej na wzgórzu i zmusiły ją do walki w okrążeniu – aż do dramatycznego końca. W tym kontekście nie dziwią więc owe panzerfausty, wystrzelone w desperacji w kierunku nacierającej sowieckiej piechoty.

Szczególnie intrygujący jest jeszcze jeden rosyjski  meldunek dotyczący tych wydarzeń. Chodzi o raport 313. Dywizji Strzeleckiej, datowany najprawdopodobniej na 21 marca 1945 roku. Piszę „najprawdopodobniej”, bo na odręcznie pisanym dokumencie wyraźnie widoczna jest pierwotna data 22.03.1945, która została następnie przerobiona na 21.03.1945. Kto, kiedy i dlaczego dokonał tej zmiany? I czy to była zwykła pomyłka? Dokument informuje między innymi, że stanowiska sztabu 1070. Pułku Strzeleckiego tej dywizji, rozlokowane zaledwie kilkaset metrów od wzgórza – i których ślady również są do dziś doskonale widoczne – zostały tego dnia o godz. 7:30 zaatakowane przez ok. pięćdziesięcioosobowy oddział niemiecki, który usiłował przebić się w kierunku swoich linii. Czy była to próba wyrwania się z okrążenia przez część oddziału ze wzgórza? Biorąc pod uwagę bliskość obu lokalizacji, taki przebieg wydarzeń wydaje się prawdopodobny.

Pozostało kilka artefaktów odnalezionych na dawnym polu tej dramatycznej bitwy, w tym ów doskonale zachowany wizjer aparatu Foth Derby. Przez 80 lat jego szkła nie zmatowiały; wciąż można przez nie spojrzeć i wyobrazić sobie, jakie obrazy kadrował za jego pomocą niemiecki żołnierz: krajobrazy, portrety towarzyszy broni, piekło wojny… Wojny rozpętanej przez hitlerowskie Niemcy w imię zbrodniczej ideologii, za którą tym żołnierzom przyszło zapłacić najwyższą cenę. Czy właściciel aparatu zdążył nim zrobić jakieś zdjęcia na wzgórzu? Tego się już zapewne nigdy nie dowiemy.

Paweł Pałasz 

Bibliografia:

Dokumenty ze strony pamyat-naroda.ru [dostęp: 04.01.2026]:

Raporty bojowe, podsumowania operacyjne. Numer dokumentu: 33/OP, Data utworzenia dokumentu: 22 marca 1945 r. Archiwum: TsAMO, Zbiór: 1618, Inwentarz: 0000001, Plik: 0047, Strona początkowa dokumentu w pliku: 74

Raporty bojowe, podsumowania operacyjne. Numer dokumentu: 56, Data utworzenia dokumentu: 21 marca 1945 r. Archiwum: TsAMO, Zbiór: 1622, Inwentarz: 1, Plik: 86, Strona początkowa dokumentu w pliku: 188

Dzienniki bojowe. Data utworzenia dokumentu: 15 lipca 1945 r. Archiwum: TsAMO, Kolekcja: 1622, Inwentarz: 1, Plik: 78, Strona początkowa dokumentu w pliku: 1

Dokumenty Bundesarchiv-Militärarchiv Freiburg im Brisgau:

BAMA MSG 2/12257 – manuskrypt wspomnień pułkownika Ernsata Ratza z 412. Pułku Piechoty 227. Dywizji Piechoty