Ułatwienia dostępu
PL EN

ul. Zawiszy Czarnego 1
81-374 Gdynia  
+48 58 662 09 55

wt. – czw . . . 10–18
pt . . . . . . . . . 12–20
sob., ndz . . .  10–17

ulgowy  . . . . 7 zł
normalny . . 15 zł
rodzinny .  . 40 zł

Kapelusz o ciemnobrązowej barwie, opatrzony rypsową wstążką, z lekko wywiniętym do góry rondem, został wykonany z filcu welurowego, charakteryzującego się elastycznością i miękkością. To właśnie jego połyskliwa faktura, kształt i sposób wykończenia sprawiły, że był pożądanym nakryciem głowy wśród mężczyzn w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku.

Do dziś zachwyca nie tylko swoim zewnętrznym kształtem, ale i wewnętrznym wykończeniem. W jego środku znajduje się skórzany potnik, czyli pasek z brązowej skóry oraz jasnobeżowa podszewka, na której nadrukowano nazwę producenta Hückel Superior. Całość zwieńczono miniaturowymi herbem i medalami zdobytymi przez firmę. Poniżej widoczna jest nazwa i adres dystrybutora: „Czesław Nowacki / Gdynia / ul. Starowiejska 7”. Na skórzanym potniku powtórzono motyw herbu, składającego się z wizerunku zająca i prawdopodobnie bobra trzymających rozwinięty rulon papieru z literami „I,J,I,S”, splecionymi ze sobą. Nad nimi kapelusze, poniżej data założenia firmy, a obok nazwa rodzaju: Hückel Superior Velour. W miejscu zszywania potnika znajduje się muszka, która wskazuje prawidłowe zakładanie kapelusza.

Kapelusz pochodzi ze sklepu, zlokalizowanego niegdyś przy ulicy Starowiejskiej 7 w Gdyni. Jego właściciel, Czesław Nowacki był kupcem z branży konfekcyjno-galanteryjnej, jak również działaczem społecznym. Urodził się w 1893 roku w Boruszynie Wielkopolskim, a w Gdyni zamieszkał pod koniec lat dwudziestych XX wieku. 29 czerwca 1933 roku zamieścił ogłoszenie w „Gazecie Gdańskiej”, w którym oznajmił:

P. T. Szanownej Publiczności donoszę najuprzejmiej, że z dniem dzisiejszym otwieram przy ul. Starowiejskiej nr. 7 specjalny magazyn artykułów i galanterji męskiej / Polecając moje przedsiębiorstwo łask. uwadze, zapewniam skorą i solidną obsługę / Czesław Nowacki.

Jego zakład mieścił się w kamienicy Juliusza Hundsdorffa, który w 1927 roku poślubił siostrę Czesława – Helenę Nowacką.

Specjalnością Nowackiego, co podkreślał w ogłoszeniach, była sprzedaż kapeluszy Hückel, które sprowadzał ze skoczowskiej wytwórni, działającej od 1923 roku. Firma ta produkowała głównie kapelusze męskie w trzech rodzajach – gładkiej, welurowej i zamszowej. To właśnie ten zakład wyrobów filcowych kontynuował długoletnią tradycję fabryki Hückel Sohne, zlokalizowanej w Nowym Jiczinie, a powstałej w 1799 roku. Oprócz Skoczowa miała swoje oddziały również w Raciborzu oraz Wiedniu.

Czesław Nowacki nie tylko słynął ze sprzedaży kapeluszy, ale też z zaangażowania w życie miasta. W 1936 roku został jednym z radców Izby Przemysłowo-Handlowej w Gdyni. Był również członkiem Towarzystwa Kupców Samodzielnych, Zarządu Koła Związku Oficerów Rezerwy oraz prezesem Korporacji Kupieckiej. Sklep prowadził do wybuchu wojny w 1939 roku, kiedy to został aresztowany, a następnie zamordowany przez Niemców w lasach Piaśnicy.

Pamięć o nim przetrwała m.in. dzięki ciemnobrązowemu kapeluszowi, który znajduje się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni. Obiekt został przekazany przez Łucjana Hundsdorffa, syna kupca Juliusza Hundsdorffa.

Joanna Mróz

Kapelusz męski firmy „Hückel Superior Velour” pochodzący ze sklepu Czesława Nowackiego w Gdyni przy ul. Starowiejskiej 7, przed 1939 r., ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni, fot. Leszek Żurek

Tytułowe „Zbiory” to pojęcie bardzo wieloznaczne. W pierwotnym znaczeniu zbiory to przede wszystkim zebrany plon: z pola, sadu czy ogrodu oraz czynność związana z tzw. zbieraniem i zwożeniem płodów ziemi, charakterystycznych dla odrębnych kultur i zapewniających im przetrwanie. Jako projektanci całe życie zbieramy obserwacje i działania, które składają się na zawodowe i życiowe doświadczenie a także na wspólny dorobek naszej społeczności.

Zbiorem jest każda całość składająca się z jakichś elementów, każda „kolekcja”… Zbiór to też stan posiadania, wiele wystawianych prac pochodzi ze zbiorów własnych artystów, kolekcjonerów lub instytucji. Nie tylko w matematyce zbiór to „zespół liczb, punktów, elementów zebranych ze względu na jakąś cechę”. Zbiory zawierają się w sobie, tworzą części wspólne, pozwalają na wyodrębnienie z nich podzbiorów.

Wybrane prace mają wszystkie cechy opisane powyżej: pochodzą z naszych zbiorów, z archiwum ASP, mają konkretne – zaprojektowane – cechy, mogą się łączyć w kolekcje w zależności od wybranych kryteriów. Dają się w różny sposób klasyfikować. Wiele z nich można uznać za elementy materialnej kultury. Ludzie codziennie z nich korzystają. Część z nich to jeszcze nie zmaterializowane idee. Zebraliśmy je ze względu na wartości, które ze sobą niosą.

Gwałtowność i skala zmian technologicznych, gospodarczych, społecznych i kulturowych zmusza do definiowania modelu kształcenia, przygotowującego przyszłych projektantów do realizacji nieznanych dzisiaj i nieprzewidywalnych wyzwań.

Podstawowymi elementami takiego modelu są: wiedza o człowieku, jako adresacie projektowanych rozwiązań oraz wiedza o procesach twórczych i poznawczych, stanowiących istotę projektowania.

Zespół Katedry Wzornictwa
deklaracja programowa, 2019

Trochę historii

W roku 1964 w strukturze organizacyjnej PWSSP w Gdańsku, obecnej Akademii Sztuk Pięknych, pojawiły się katedry.

Docent Adam Haupt został kierownikiem Katedry Architektury Okrętów i Form Przemysłowych, która w sposób ciągły, kilkukrotnie zmieniając nazwę, funkcjonuje do dzisiaj. Dwanaście lat później kierownictwo katedry objął profesor Jacek Popek. Katedra zmieniła nazwę na Katedrę Wzornictwa Przemysłowego.

Profesor Jacek Popek nadał gdańskiemu wzornictwu nowy kurs. Było to wzornictwo w dużej mierze oparte na inwentyce, skierowane na rozwiązywanie złożonych problemów funkcjonalnych. Kolejna zmiana nazwy na Katedrę Wzornictwa podyktowana była koniecznością dostosowania nazwy do różnicującego się programu pracowni wchodzących w skład katedry. Coraz silniejsze zróżnicowanie obszarów pracy twórczej członków katedry doprowadziło do powstania w 2019 roku, obok Katedry Wzornictwa drugiej katedry – Katedry Projektowania Produktu.

2021 obecny skład Katedry Wzornictwa
(w porządku alfabetycznym)

Pracownia projektowania architektury okrętów
dr Paweł Gełesz, mgr Krzysztof Bochra

Pracownia projektowania mebla seryjnego
dr hab. Marek Jóźwicki, dr Anna Wachowicz

Pracownia projektowania społecznego
dr hab. Bogumiła Jóźwicka, mgr Bartomiej Lewandowski

Pracownia projektowania wieloaspektowego
dr hab. Marek Średniawa, dr Tomasz Kwiatkowski

katedrawzornictwa.asp.gda.pl

Zobacz zdjęcia z otwarcia wystawy.

Urodzona w dniu 14 września 1932 r. Aleksandra Bibrowicz-Sikorska ukończyła Liceum Plastyczne w Gdyni. W latach  1953-1959 kontynuowała swoją edukację artystyczną na Wydziale Malarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, gdzie uczęszczała na zajęcia z tkaniny u prof. Józefy Wnukowej. Dyplom z Tkaniny Artystycznej obroniła u prof. Piotra Potworowskiego. Artystka uprawiała zarówno malarstwo jak i tworzyła gobeliny, jednak to tkaninie poświęciła gros swojej artystycznej kariery. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku skoncentrowała się na malarstwie na jedwabiu.

Aleksandra Bibrowicz-Sikorska wielokrotnie powracała do wątków morskich w swoich pracach. Nadmorskie krajobrazy stały się głównym źródłem jej artystycznych inspiracji. W wełnianym gobelinie p.t: „Skarpa” (również  w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni) artystka jako dekorację wykorzystała naturalne muszle. W zbiorach naszego muzeum znajduje się także kilka innych prac poświęconych tematyce morza, w tym miniatura tkacka „Wspomnienie lata”  gobelin „Wieczorny przelot łabędzi nad morzem” oraz gobelin „Po sztormie”.

Malowana na jedwabiu „Głębia” Aleksandry Bibrowicz-Sikorskiej z 1994 r. (wym. wys. 190 cm x szer. 140 cm) jest niezwykle ciekawą interpretacją przestrzeni morskiej. Eteryczna, delikatna i pełna finezji, będąca na pograniczu abstrakcji praca doskonale imituje „lejące się strugi” szmaragdowej, granatowej i zielonej farby. Kolory są zestawione harmonijnie. Przedstawienie to, choć bardzo umowne w swojej formie, budzi  skojarzenia ze światem morskiej flory i fauny widzianej pod załamującą się falą wody.

Poprzez pewne niedopowiedzenia i abstrakcyjne potraktowanie form artystka pozostawia widzowi pole do interpretacji. Rezygnuje z dosłownego przekazu, podpowiada i sugeruje, operując przy tym kolorystyką oszczędną, ale umiejętnie dobraną.

Prace Aleksandry Bibrowicz-Sikorskiej znajdują się również w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku oraz w wielu kolekcjach prywatnych, zarówno europejskich jak i pozaeuropejskich.

To właśnie z jej inicjatywy powstało Nadbałtyckie Triennale Miniatury Tkackiej w Gdyni (obecnie Baltic Mini Textile Gdynia). Artystka pragnęła stworzyć w Gdyni cyklicznie odbywające się wydarzenie artystyczne, na którym twórcy z całego świata mieliby okazję zaprezentować swoje miniaturowe prace wykorzystujące splot.

W tym roku odbędzie się kolejna, 12 edycja Baltic Mini Textile. Tym razem głównym tematem będzie natura Muzeum Miasta Gdyni posiada w swoich zbiorach ponad 300 miniatur tkackich.

 

Gabriela Zbirohowska-Kościa

 

Aleksandra Bibrowicz-Sikorska, Głębia, 1994, 190x140 cm, malowanie na jedwabiu, MMG, fot. Gabriela Zbirohowska-Kościa   Aleksandra Bibrowicz-Sikorska, Głębia, 1994, 190x140 cm, malowanie na jedwabiu, MMG, fot. Gabriela Zbirohowska-Kościa

Aleksandra Bibrowicz-Sikorska, Głębia, 1994, 190×140 cm, malowanie na jedwabiu, MMG, fot. Gabriela Zbirohowska-Kościa

 

 

 

 

Latarki od wieków oświetlały nam drogi, pomieszczenia, jak i pomagały w kierowaniu ruchem drogowym. Na przestrzeni lat zmieniał się ich wygląd oraz zastosowane technologie. Różniły się od siebie wielkością – od małych, stawianych na stołach, po wielkogabarytowe lampy uliczne – oraz źródłem zasilania. Były używane w gospodarstwie, przemyśle czy też kolejnictwie.

W drugiej połowie XIX wieku niemiecki fizyk Friedrich Wöhler odkrył węglik wapnia – karbid. Zauważył, że podczas połączenia wody z karbidem, w wyniku reakcji chemicznej, wydziela się gaz palny – acetylen. Od tego czasu zaczęto konstruować acetylenowe lampy, czyli tzw. karbidówki, które miały za zadanie poprawić warunki pracy górników czy kolejarzy. Największą popularność zyskały przenośne latarki karbidowe. Jedną z nich przekazano do naszych zbiorów w 2011 roku. Jest to niemiecka latarka kolejowa z czasów II wojny światowej, którą znaleziono na terenie naszego miasta. Takie przedmioty, jak ta latarka, mogły być świadkiem niezwykłych historii.

Obiekt został wykonany z bakelitu. Istotną zaletą tego tworzywa jest niepalność i nierozpuszczalność. Do jego odkrycia przyczynił się, na początku XX wieku, belgijski przemysłowiec Leo Hendrik Beakeland. Bakelit często wykorzystywano do konstrukcji lamp karbidowych, służył też jako materiał izolacyjny w przemyśle elektrotechnicznym.

Obudowa latarki, o gładkiej fakturze, ma liczne wzory – można zauważyć różnego rodzaju kształty przypominające np. linie papilarne. Obiekt składa się z dwóch części – cylindrycznej podstawy i korpusu w formie sześcianu. Podstawę latarki przeznaczono na zbiornik karbidu. W obiekcie uwzględniono trzy otwory w ściankach, w których umieszczono przeszklenia. Szybka znajdująca się z przodu latarki jest czerwona, natomiast dwie pozostałe, boczne, są przezroczyste. Przednia ścianka jest ruchoma, otwierana, umocowana na zawiasach. Do przenoszenia latarki służył ruchomy uchwyt zamocowany w górnej części latarki. Palnik wewnątrz urządzenia opatrzony był lustrzanym reflektorem rozpraszającym światło.

Można spostrzec, że na tylnej ściance latarki, na aluminiowym uchwycie, został wybity orzeł III Rzeszy wraz z sygnaturą „WaA 14 F”. Co ciekawe, Niemcy podczas II wojny światowej nie posługiwali się pełnymi nazwami producentów, ponieważ chcieli ochronić zakłady przemysłowe, które produkowały sprzęt wojenny – objęte były tajemnicą państwową.

Latarka kolejowa nie tylko oświetlała drogi i wagony kolejowe, służyła też do kierowania ruchem drogowym. W książce Przepisy Ruchu (FV), wydanej przez Dyrekcję Kolei Rzeszy w 1943 roku, pisano: „Wysłani pracownicy, którzy gdy jest ciemno i przy nieprzejrzystym powietrzu, mają ze sobą latarkę ręczną z czerwonym światłem, podają zbliżającemu się pociągowi sygnały <<Stój>> (…)”.

Możliwe, że nasz eksponat nosi historię człowieka, część jego losu, który nie jest nam znany. Być może należał on do nastawniczego stacji, który codziennie wykonywał swoją pracę. Niewątpliwie latarka kolejowa przypomina nam o czasie, który już nie wróci. Pamiętajmy, by chronić obiekty, które są, może jedynym, świadkiem historii. Odnajdźmy w nich zaginione światło.

Joanna Mróz

MMG/HM/III/2713, Latarka kolejowa, znaleziona na terenie Gdyni, 1939-1945, zbiory MMG. Fot. Leszek Żurek

← Kliknij tutaj, aby powrócić do strony projektu „Grudzień ’70”

 

Linoryt Wojciecha Kostiuka powstał w 1971 roku, a więc krótko po wydarzeniach na Wybrzeżu. Praca przedstawia tłumy robotników podążające szeroką ulicą w centrum miasta. Na czele pochodu widać niesionego na drzwiach poległego kolegę. Historia zna tylko jeden taki przypadek. I chociaż w kulturze i historii posługujemy się figurą Janka Wiśniewskiego, to poległym w wydarzeniach grudniowych robotnikiem był 18-letni Zbyszek Godlewski. Pochód z jego ciałem przeszedł najważniejszymi arteriami Gdyni – ulicami Morską (wówczas Czerwonych Kosynierów), Podjazd, 10 Lutego i Świętojańską pod siedzibę Miejskiej Rady Narodowej, czyli obecny Urząd Miasta przy alei Marszałka Piłsudskiego.

Bardzo wymowny pozostaje tytuł pracy: Gdynia – Grudzień 70. Aby czas nie zatarł pamięci. Wydarzenia Grudnia ’70 wielokrotnie pojawiały się w popkulturze. Jednym z najbardziej znanych odniesień jest Ballada o Janku Wiśniewskim. Najlepiej rozpoznawalną wersją Ballady jest ta z muzyką Andrzeja Korzyńskiego. Ciekawostką może być fakt, że pierwotną melodię do tekstu napisał w 1980 roku Mieczysław Cholewa, który paradoksalnie okazał się tajnym współpracownikiem SB.

Ballada pojawia się w wielu polskich filmach. Jednym z nich jest Człowiek z żelaza Andrzeja Wajdy z 1981 roku. Film opowiada co prawda o wydarzeniach z sierpnia 1980 roku, lecz nawiązuje do wcześniejszych starć milicji z robotnikami. Cała historia jest kontynuacją Człowieka z marmuru, którego bohater Mateusz Birkut ginie w grudniu 1970 roku, o czym dowiadujemy się z fabuły Człowieka z żelaza. W dziele Wajdy balladę śpiewała, grająca rolę reżyserki Agnieszki, Krystyna Janda. Próbą wiernego odwzorowania wydarzeń z grudnia był film Czarny czwartek Antoniego Krauzego z 2011 roku. Nazwa niekiedy rozszerzana jest o wers bezpośrednio nawiązujący do utworu: Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł, który na potrzeby dramatu nagrał Kazik Staszewski.

Ballada nie zawsze funkcjonuje w kontekście wydarzeń grudniowych. W Psach Władysława Pasikowskiego z 1992 roku utwór śpiewają pijani policjanci, będący ex-funkcjonariuszami SB, ciągnący nieprzytomnego kolegę. Część odbiorców uznała scenę za obrazoburczą i kpiącą z tragedii.

Wydarzenia Grudnia ‘70 są dla mieszkańców Wybrzeża, a zwłaszcza dla gdynian i gdańszczan, wciąż żywym i bolesnym doświadczeniem walki o lepszą Polskę. Gdyńscy artyści nie pozwalają, aby – w myśl tytułu pracy Kostiuka wydarzenia sprzed lat ogarnął mrok zapomnienia.

 

Marta Borowska-Tryczak

← Kliknij tutaj, aby powrócić do strony projektu „Grudzień ’70”

 

MMG/SZ/1878 Wojciech Kostiuk, Gdynia – Grudzień 70. Aby czas nie zatarł pamięci, 1971, linoryt na papierze, 43 cm x 30,5 cm, Muzeum Miasta Gdyni

Do zbiorów Muzeum Miasta Gdyni trafiają niezwykłe pamiątki z minionych czasów Często nieznane są ich historie. Można się tylko domyślać ich przeznaczenia. Takie właśnie obiekty chcę dziś zaprezentować. Najważniejsze w nich dotyczą ciekawych zdarzeń z dziejów Gdyni, jednak ukazanych w niecodzienny sposób. A więc nie tylko treść, ale i forma są w nich niezwykłe. Mowa tu o muszelce z kolorową kalkomanią i pocztówce z naklejonym piaskiem morskim. Oba przedmioty są przekazem historycznym, pośrednio także związanym z powrotem Polski nad Bałtyk.

Muszelka, o wymiarach 43 x 40 mm, jakich dużo znaleźć można na plażach nadmorskich, wykorzystana została jako przypinka do ubrania, na agrafce, z kokardką w narodowych barwach. Muzeum Miasta Gdyni kupiło obiekt od antykwariusza z Katowic. Prawdopodobnie nie poznamy proweniencji muszelki. Naklejona na nią barwna kalkomania przedstawia, świadczy też o tym napis, Bazylikę Morską, która postawiona miała być w Gdyni początkowo na Kamiennej Górze a w ostateczności poniżej wzniesienia. Wybuch wojny całkowicie zniweczył realizację planów. Prezentowany na muszelce projekt Bohdana Pniewskiego z 1934 r. ukazuje trzynawowy kościół z wieżami, symbol zjednoczonych ziem trzech zaborów. Całość kształtem nawiązuje do trzymasztowego żaglowca. Muszelka -przypinka musiała być wykonana najwcześniej w tym samym roku. W 1934 r. powstało także, pod kierownictwem ks. Teodora Turzyńskiego, Towarzystwo Budowy Bazyliki Morskiej. Jego celem było m.in. zebranie funduszy na budowę Bazyliki. Zbiórka pieniędzy poprzez sprzedaż różnego rodzaju cegiełek odbywała się w wielu miejscach Gdyni i podczas rozmaitych uroczystości. Także na ulicach miasta. Co jeszcze ciekawsze, obok drukowanych cegiełek z nominałem, można było kupić drobne przedmioty, które stanowiły rodzaj cegiełki. Ponieważ na muszelce nie ma nominału, myślę, że mogły być one rozdawane w zamian za wrzucone do puszki datki. Przypomina to troszkę współczesną akcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z rozdawaniem serduszek za ofiarowane pieniądze, czy podobną, prowadzoną na cmentarzach gdyńskich 1 listopada każdego roku, podczas której wolontariusze zbierają pieniądze na hospicjum, w zamian rozdając kalendarzyki. W 146 numerze „Gazety Gdańskiej” z dnia 27-29.06.1936 r., na stronie 8, ukazał się artykuł pt. Strzelista świątynia u brzegów Bałtyku. Dookoła realizacji projektu budowy Bazyliki Morskiej w Gdyni. Autor dość optymistycznie podawał informacje o perspektywach budowy świątyni, ale najciekawszy jest fragment, który mówi, że fundusze na budowę gdyńskiej świątyni pochodzą także ze sprzedaży „muszelek, pocztówek, cegiełek, żwiru z Kamiennej Góry oraz piasku i drzewa”. Muszelka z wizerunkiem Bazyliki Morskiej, przypięta agrafką do ubrania, przystrojona kokardką w narodowych barwach stawała się swego rodzaju identyfikatorem osoby, która, wpłacając pewną kwotę stawała się fundatorem mającej powstać świątyni.

Drugi, równie ciekawy obiekt, to karta pocztowa o standardowych wymiarach z naklejonym piaskiem morskim. Jest to Pamiątka z Gdyni z okolicznościowym stemplem Związku Legionistów Polskich i dołączonym, jak głosi napis, piaskiem „z polskiego morza i portów”. Stempel o treści „W 25 rocznicę czynu legionowego Związek Legionistów Polskich Oddział Morski w Gdyni 6.VIII.1914 – 6.VIII.1939” nawiązuje do tradycji walk Polaków o wolność ojczyzny. Związek Legionistów Polskich powstał w 1922 r. Zrzeszał uczestników walk o niepodległość w latach I wojny światowej. Gdyński oddział organizacji, tzw. Morski, powołano 5 lat później i to on był inicjatorem pieczętowania pamiątki wymownym tekstem. Okolicznościowy stempel datowany jest na 6 sierpnia 1939 r., a więc na niecały miesiąc przed wybuchem II wojny światowej, kiedy to konflikt z Niemcami wszedł w fazę bardzo gorącą. Przypomnienie tak bojowej i bohaterskiej organizacji, jaką był Związek Legionistów Polskich, w tym właśnie czasie miało charakter propagandowy, a piasek nadmorski przypominać miał o powrocie Polski nad morze. Pocztówka jest sygnowana, jej projektantem był K. Michniewski. Wydawcą natomiast firma Dziewulski Warszawa. Autor projektu zamieścił na pocztówce zarys polskiego wybrzeża morskiego z Gdynią i Gdańskiem oraz   obowiązujące w Polsce międzywojennym hasło: „Morze to potęga Polski. To twój dobrobyt”.
Słowa: „Do polskich kolonij” były zaś wyrazem marzeń o zamorskich podbojach rodaków w II połowie lat trzydziestych XX w. .

Prezentując dwa obiekty muzealne pragnę także zasugerować możliwości samodzielnego wykonania pamiątki znad Bałtyku. Do wykorzystania są nie tylko muszle, ale także kamyki czy wypolerowane przez fale morskie drewienka. Można na nich farbką, czy zwykłym flamastrem namalować żaglówkę, mewę lub statek. Można też, dla przyszłych pokoleń, zapisać miejsce i datę pobytu nad morzem.

Barbara Mikołajczuk

Obraz Bez tytułu (PLAŻA) Janusza Marii Brzeskiego ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

Rejs po porcie motorówką braci Wilke, wyprawa transatlantykiem do Nowego Jorku, aktywny wypoczynek nad gdyńskim wybrzeżem, nowoczesny kurort oferujący różne atrakcje – z takiego repertuaru możliwości mogli skorzystać zarówno mieszkańcy jak i turyści odwiedzający miasto Gdynia.

Odzyskany przez Polskę w 1919 roku Bałtyk postrzegano jako „morze możliwości”, w metaforycznym i dosłownym tego słowa znaczeniu, w sferze kulturalnej, politycznej, gospodarczej a także turystycznej.

Aktywny wypoczynek nad morzem był regularnie promowany. W publikacjach reklamowych wydawanych przez Gdyński Związek Propagandy Turystycznej propagowano miasto Gdynia jako wytworny kurort i ośrodek wypoczynkowy. Artyści tacy jak Tadeusz Trepkowski i Eugeniusz Szparkowski projektowali plakaty reklamujące morskie połączenia międzynarodowe z Gdyni do Stanów Zjednoczonych i na Bliski Wschód. Zarówno publikacje reklamowe, jak i plakaty utrzymane były głównie w stylistyce art deco.

Duży wkład w rosnące zainteresowanie morzem miała bez wątpienia Liga Morska i Kolonialna, która intensywnie promowała turystykę nadmorską i morską, wszelkiego rodzaju sporty wodne i żeglarstwo. Organizowała ponadto różne wystawy poświęcone tematyce morskiej oraz wyjazdy nad morze i obozy dla młodzieży.

Według wspomnień Wincentego Bartosiaka, ludzie „z nabożeństwem wchodzili do morza”, zabierali wodę morską w butelkach do domu jako podarunek dla swoich bliskich – niektórzy nawet zwykli się nią żegnać. Antoni Wójcicki pisał o wykąpaniu się w polskim morzu jako „podstawowym obywatelskim obowiązku”.

Bracia Robert i Franciszek Wilke, którzy z początku trudnili się rybołówstwem, tak jak ich ojciec, szybko zorientowali się, że turystyka morska sprzyja interesom. Postanowili wykorzystać odziedziczony po ojcu kuter i zaczęli nim obwozić turystów. Po jakimś czasie pojawiły się kolejne, nowe motorówki. W czasie sezonu firma armatorska braci Wilke obsługiwała od 100 do 200 tysięcy pasażerów. Oferowała ona usługi na najwyższym poziomie. Pasażerowie mieli okazję podpatrzeć pracę portu „od strony wody”, zobaczyć, jak działają dźwigi, taśmociągi czy wywrotnica wagonów a towarzyszący im przewodnik przekazywał różnego rodzaju ciekawostki na temat portowych magazynów i urządzeń.

Zbudowane we włoskiej stoczni Cantieri Riuniti dell’ Adriatico w Monfalcone, bliźniacze transatlantyki MS Piłsudski i MS Batory zabierały pasażerów w dalekie wyprawy, m.in. do Nowego Jorku. Takie rejsy były dość kosztowne, ceniono je jednak za wysoką jakość usług, komfortowe wyposażenie i smaczne jedzenie.

Namalowany w 1933 roku obraz Janusza Marii Brzeskiego z cyklu Orłowo Morskie przedstawia dwie kobiety w czarnych strojach kąpielowych, wypoczywające nad morskim brzegiem. Nawiązuje tym samym do zakrojonej na szeroką skalę propagandy turystycznej tamtego okresu.

 

Gabriela Zbirohowska-Kościa

 

 

Włodzimierz Pogoda Radziszewski, pracownik Marynarki Wojennej był człowiekiem o wszechstronnych zainteresowaniach. Tworzył słuchowiska radiowe, publikował książki i artykuły (kilkadziesiąt naukowych i kilkaset publicystycznych), napisał także scenariusz filmowy do Oraczy morza. Poza tym wszystkim realizował się jako rysownik i malarz.

Aktywność artystyczna Włodzimierza Pogody Radziszewskiego wzmogła się po przejściu na emeryturę, ale swoją przygodę z malarstwem i rysunkiem rozpoczął już w czasie okupacji, kiedy to pierwszych wskazówek udzielił mu krakowski artysta, Adam Stalony-Dobrzański. Jak sam wspominał: „W okresie dojrzałym zawsze malowałem i rysowałem w wolnych chwilach, znajdując w tym realizację twórczych zamiłowań”. Jego notatnik był wypełniony rozmaitymi szkicami i zapiskami a te powstawały w różnych okolicznościach; czy to w czasie jazdy pociągiem, czy w czasie zebrań. Potrafił bardzo szybko nakreślić karykatury słuchaczy, drzemiących na wykładach, czy sylwetki przysypiającego na sofie kotka lub pieska. Włodzimierz Pogoda Radziszewski uwieczniał panoramy zamków (m.in. zamek Czocha, zamek w Malborku) budynki ośrodków wypoczynkowych, w których też sam przebywał (Kudowa Zdrój, Ciechocinek) pejzaże miejskie oraz malownicze krajobrazy wiejskie. Szczególne miejsce w jego twórczości zajmowały tematy morskie: nastrojowe widoki na rozległe plaże (zarówno gdyńskie jak i zagraniczne), płynące po wodzie statki, wypoczywający nad brzegiem turyści.

Wymiary przechowywanego w Muzeum Miasta Gdyni rysunku Bez Tytułu (Nocturn morski) Włodzimierza Pogody Radziszewskiego wynoszą 30 cm wys. x 42 cm szer. Wykonana techniką pasteli, praca ukazuje widok na zatokę nocną porą. Morze jest gładkie i spokojne. Na pierwszym planie widnieje odwrócona plecami, tajemnicza postać w wysokich, brązowych butach, czarnych spodniach i szarym płaszczu, Postać pochyla się nad czarną łodzią, z której wystają trzy drążki z flagami: dwiema czerwonymi i jedną biało-czerwoną. Obok stoi drewniany pal. Z lewej strony wyłaniają się fragmenty białego budynku. Pokryte zwałami ciemnych, skłębionych chmur niebo jest nieco rozjaśnione w partii horyzontu. Przedstawienie tchnie spokojną, nieco tajemniczą atmosferą.

Jest to jedyny Nocturn spośród 111 prac Włodzimierza Pogody Radziszewskiego, przechowywanych w Muzeum Miasta Gdyni. W zbiorach Muzeum znajduje się również seria nokturnów Maksymiliana Kasprowicza (Nocturn III, V, VI, VII), oraz pojedyncze nokturny Mariana Mokwy i Michała Antoniego-Leszczyńskiego (Nocturn-Dar Pomorza i Lwów).

Gabriela Zbirohowska-Kościa

 

Bibliografia:

  1. J. Jastrzębski, Zatoczywszy wielki krąg (Artyści w mundurach), „Polska Zbrojna” nr 167 (725) (27–29.08.1993).

 

 

Po odzyskaniu dostępu do Bałtyku na mocy traktatu wersalskiego z 1919 roku, morze stało się niewyczerpanym źródłem inspiracji artystycznych. Przedstawiano je w rozmaitych konwencjach – nie tylko jako tło dla konkretnych scen, ale również jako samodzielne przedstawienie żywiołu o różnych obliczach.

Morze fascynowało artystów, przyciągało turystów, postrzegane było przez polskie państwo jako klucz do polityczno-gospodarczego sukcesu. Z drugiej strony żywioł ten, wzbudzał grozę i respekt. W swojej zmienności i nieobliczalności mógł stanowić zagrożenie dla życia marynarzy, rybaków i innych ludzi obcujących z nim bezpośrednio.

Zakupiony w 1934 roku przez Ligę Morską i Kolonialną statek szkolno-handlowy ELEMKA (wcześniej Cap Nord), cudem uniknął zatonięcia w czasie potężnego sztormu na trasie Kilonia-Gdynia. W wyniku zawieruchy zawalił się pierwszy maszt a silniki przestały działać. Jednak dzięki rzuceniu kotwic oraz interwencji holownika ratowniczego, jednostkę uratowano i przeholowano do miejscowości Sassnitz.

Przechowywany w Muzeum Miasta Gdyni rysunek Wzburzone morze Wacława Żaboklickiego został wykonany techniką pastelu na tekturze. Praca nosi wymiary 42,8 x 57,5 cm w świetle passe-partout. Na pierwszym planie ukazane zostały wzburzone, spienione fale. W lewym, dolnym rogu widać kilka głazów, skąpanych w morskiej pianie. W oddali rozciąga się błękitny pas wody. Na horyzoncie majaczą kontury niezidentyfikowanej jednostki. Mniej więcej połowę kompozycji zajmuje partia lekko zachmurzonego nieba. Rysunek charakteryzuje się finezyjnym wykonaniem. Wszystkie elementy kompozycyjne zostały opracowane subtelnymi środkami wyrazu. Artysta pozostawił pewne partie niedorysowane, wykorzystując kolorystykę samego podłoża (beżowa tektura), co nadaje całej kompozycji specyficznego efektu. W swoim klimacie rysunek ten budzi skojarzenia z niektórymi ukiyo-e – japońskimi barwnymi drzeworytami, przedstawiającymi motyw rozpryskujących się lub załamujących się fal. Jednym z ich najznamienijtszych twórców był malarz Katsushika Hokusai.

Żaboklicki powracał do motywu rozgniewanego żywiołu w innych pracach, m.in. w pracy pt. Na wzburzonym morzu, na której widać targany falami, przechylonym na bok statek. Studium fali z obrazu olejnego Morze z 1936 roku wykazuje pewne podobieństwo z powstałym rok wcześniej obrazem Z fali na falę wybitnego marynisty, Antoniego Suchanka. W zbiorach Muzeum Miasta Gdyni znajduje się również wykonany pastelą rysunek Widok portu gdyńskiego Wacława Żaboklickiego.

Ujęcia samego morza i plaży przedstawiali również tacy artyści jak Marian Mokwa, Zygmunt Chmielewski, Adam Batycki oraz August Soter Jaxa-Małachowski.

Tekst: Gabriela Zbirohowska-Kościa

Sławomir Kitowski, gdyński fotograf, grafik i plakacista, w tytule jednego z albumów określił Gdynię jako „miasto z morza i marzeń”. Rozbudowujące się w imponującym tempie, przyciągało rzesze turystów, artystów, dziennikarzy i literatów. Fascynowało swoją nowoczesną architekturą, prężnie rozwijającym się portem i morzem, stanowiąc nieskończone źródło inspiracji, zarówno tych politycznych, jak i artystycznych.

Przechowywany w Muzeum Miasta Gdyni obraz Wschód słońca w Gdyni Romana Lichego powstał w 1927 roku. Nosi wymiary 40 x 55 cm. Został namalowany techniką olejną na płótnie. Praca ukazuje widok na wycinek gdyńskiej plaży o wschodzie słońca. Z lewej strony nadpływa kilka łodzi ze zwiniętymi masztami. W tle, na linii horyzontu, majaczą kontury rozbudowującego się portu. W prawym dolnym rogu widać fragment pokrytego kamieniami, piaszczystego brzegu. Mniej więcej połowę kompozycji zajmuje przestrzeń nieba zasnutego cienkimi obłokami. Zza obłoków przedzierają się gdzieniegdzie promienie wschodzącego słońca, kładące łagodne światło na lekko falującą taflę wody. Artysta bardzo trafnie oddał spokojną, nieco senną atmosferę nowego poranka.

Z tego samego roku pochodzi inna praca Romana Lichego, zatytułowana Gdynia, przedstawiająca fragment wybrzeża z unoszącymi się na wodzie łodziami i żaglówkami. Obydwa obrazy powstały w rok po nadaniu Gdyni praw miejskich. 4 stycznia 1927 roku w (rozwijającym się wciąż) porcie gdyńskim pojawił się masowiec SS Wilno, wprowadzony przez jego pierwszego kapitana, oficera Mamerta Stankiewicza. Zbudowany we francuskiej stoczni Chantiers Navals Francais, SS Wilno był pierwszym polskim statkiem, który zawinął do portu w Gdyni. W maju tego samego roku podjęto decyzję o przeniesieniu placówki Urzędu Marynarki Handlowej z Wejherowa do Gdyni (przyszłego Urzędu Morskiego w Gdyni); Gdynia była już bowiem miastem mocno rozbudowanym. Na decyzję ten wpłynął również fakt rychło rozwijajacego się portu. W tym samym roku rozpoczęto budowę Nabrzeża Rotterdamskiego a Związek Kopalni Górnośląskich „Robur”, na mocy podpisanej z rządem umowy wydzierżawił tereny portowe na Nabrzeżu Szwedzkim.

Warto również wspomnieć, iż z roku 1927 pochodzi unikatowy film dokumentalny Z wycieczki Stowarzyszenia Weteranów do Polski. Film ten jest zapisem wycieczki kombatantów, będących ochotnikami amerykańskiej Polonii do „Błękitnej Armii” gen. Józefa Hallera. Weteranie odwiedzili wówczas kilka polskich miast, m.in. również budujące się miasto Gdynię.

Poza Romanem Lichym, pejzaże gdyńskiego wybrzeża w latach dwudziestolecia międzywojennego przedstawiali m.in. Zygmunt Chmielewski (niezwykle nastrojowy obraz Noc Księżycowa nad Polskim Bałtykiem z 1934 roku), Stanisław Chlebowski i August Soter Jaxa-Machałowski.

Tekst: Gabriela Zbirohowska-Kościa

Budowany kolorem, pełen ciepła, niedopowiedziany i tajemniczy obraz. Anonimowe postacie skąpane w słonecznych promieniach. Obraz Krystyny Łady-Rudnickiej jest jednym z przykładów kontynuowania tradycji kolorystycznych, dominujących w szkole sopockiej.

Urodzona 16 listopada 1907 roku w Czeladzi Krystyna Łada-Studnicka odbyła naukę w Wolnej Szkole Malarstwa u Jerzego Fedkowicza. W następnych latach studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkem Władysława Jarockiego i Felicjana Szczęsnego Kowarskiego oraz w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, również u Felicjana Kowarskiego, który przeprowadził się tamże. Była członkiem grupy „Pryzmat”. Do wybuchu II wojny światowej prowadziła razem z mężem Juliuszem działalność pedagogiczną w organizowanym przez Liceum Krzemienieckie Wakacyjnym Ognisku Rysunkowym w Wiśniowcu na Ukrainie.

Po zakończeniu wojny, wraz z małżonkiem, Józefą i Marianem Wnukami, Januszem Strzałeckim oraz Hanną i Jackiem Żuławskimi współtworzyła Państwowy Instytut Sztuk Plastycznych w Gdańsku z siedzibą w Sopocie (obecna ASP w Gdańsku). Z placówką tą wiązał się termin szkoły sopockiej, określający malarzy z Wybrzeża udzielających się w życiu artystycznym. Szkoła prezentowała wysoki poziom – działała bardzo prężnie, organizowała wystawy, zbierała także liczne nagrody. Do przedstawicieli szkoły sopockiej należeli m.in. Artur Nacht-Samborski, Jan Wodyński oraz Piotr Potworowski. Członkowie szkoły kontynuowali estetykę tzw. koloryzmu – nurt ten podkreślał wagę walorów kolorystycznych, przedkładając je nad funkcję formy i linii.

Krystyna Łada-Studnicka uczestniczyła w licznych wystawach zbiorowych, zarówno krajowych jak i zagranicznych (m.in. w Pradze, Paryżu i Wenecji). Miała także kilka wystaw indywidualnych. Poza malarstwem sztalugowym uprawiała rysunek i malarstwo ścienne. Z upływem czasu zwróciła się ku abstrakcji. W roku 1953 artystka otrzymała nagrodę państwową za projekty i realizacje polichromii Starego i Nowego Miasta w Warszawie, które wykonywała we współpracy ze swoim małżonkiem oraz Hanną i Jackiem Żuławskimi. Rok później została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Przechowywany w Muzeum Miasta Gdyni obraz Postacie na brzegu Krystyny Łady-Studnickiej wykonany został techniką olejną na płótnie. Wymiary pracy wynoszą 82 x 66 cm. Horyzont jest wysoko podniesiony. Tytułowe tajemnicze postacie opracowane zostały pojedynczymi pociągnięciami pędzla. Wszystkie trzy są zwrócone plecami do widza. Pierwsza postać stoi tuż nad brzegiem – jej cień odbija się na ubitym, piaszczystym podłożu. Pozostałe dwie stoją po kolana w wodzie, w pewnym odstępie od siebie. Całość obrazu skąpana jest w ciepłych, pomarańczowo-żółtych barwach. W górnej partii pośrodku widnieją rozmazane kontury słonecznej kuli, roztaczającej swoje ciepłe promienie na wybrzeże. Praca artystki utrzymana jest w nurcie koloryzmu. Wszystkie elementy (zlewające się z niebem morze, słońce, ludzkie sylwetki) kształtowane są barwą. Nie ma tu operowania formą. W bardzo podobnej konwencji powstały obrazy Deszczyk i Zachód Słońca.

Tekst: Gabriela Zbirohowska-Kościa

W zbiorach Muzeum Miasta Gdyni znajduje się kompletna makieta książki Anny Świrszczyńskiej O małej Obie, najlepszej siostrzyczce na świecie (opowieść japońska). Zamieszczone powyżej wybrane ilustracje, pochodzą z wspominanej pracy. Przedstawiają kolejno: gejszę z wachlarzem w kimonie z ozdobnie zawiązanym pasem obi, gejszę zakrywającą się wachlarzem, piszącego mężczyznę w wzorzystym kimonie, liska oraz chłopca z miseczką. Wykonane z niezwykłym kunsztem i smakiem stanowią bardzo istotny element składowy książeczki – co zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że publikacja kierowana była do najmłodszych odbiorców. Autorem oprawy artystycznej był Tadeusz Lucjan Gronowski, grafik, ilustrator książek, malarz, architekt wnętrz, uchodzący za jednego z pionierów nowoczesnego polskiego plakatu.

Po ukończeniu Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, wyjechał do Francji, gdzie w paryskiej École nationale supérieure des beaux-arts doskonalił się w malarstwie. Spełniał się także jako grafik: współpracował z wydawnictwami i czasopismami, m.in. „Skamandrem”, „Życiem Literackim” czy „Pro Arte et Studio”. Ilustrował magazyny np. „Pani”, „Reklama”, „Teatr i Życie Wytworne”, „Arkady”. Dla magnatów takich jak Wedel, Orbis, Herse i Schicht, Fabryka Czekolady Fruzińskiego czy paryska Galeries Lafayette projektował reklamy bądź dekoracje. W 1929 roku zwyciężył w konkursie na logo Polskich Linii Lotniczych LOT, pozostające do dziś w użyciu. Należał do szeregu zgrupowań zrzeszających artystów plastyków: Stowarzyszenia Artystów Polskich „Rytm”, Koła Artystów Grafików Reklamowych, Związku Polskich Artystów Grafików. Zdobył Grand Prix na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 oraz złoty medal za projekt polskiego pawilonu na Wystawie Światowej w Nowym Jorku w 1939 roku.

Niewykluczone, że decydując się na wybór tuszu jako środku wyrazu, Gronowski nie tylko posłużył się lubianym przez plastyków medium, lecz przede wszystkim w zawoalowany sposób nawiązał do japońskiej kaligrafii, będącej jednym z filarów kultury i sztuki kraju Sakury.

Jedyne polskie wydanie O małej Obie pojawiło się na rynku w 1960 roku, nakładem krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. Co ciekawe, do druku nie wybrano książeczki zilustrowanej przez Gronowskiego. Autorką opracowania graficznego, na które zdecydował się wydawca jest Bożena Rogowska (ur. 1925-).

Tekst: Marta Borowska-Tryczak

MMG/SZ/P/1/29
Ilustracja 10 do rozdziału II; Gronowski Tadeusz; 13,4 x 7,1 cm; gwasz; papier

MMG/SZ/P/1/30
Ilustracja 11 do rozdziału II; Gronowski Tadeusz; 13,3 x 7,2 cm; tusz; papier

MMG/SZ/P/1/32
Ilustracja 13 do rozdziału II; Gronowski Tadeusz; 14 x 9,3 cm; tusz; papier

MMG/SZ/P/1/33
Ilustracja 14 do rozdziału II; Gronowski Tadeusz; 12,2 x 9,1 cm; tusz; papier