W najbliższą sobotę w uroczystość Wszystkich Świętych, Muzeum będzie zamknięte.

Cały zespół Muzeum Miasta Gdyni życzy Państwu tego dnia spokojnego czasu, spędzonego na refleksji w gronie rodzinnym.

Natomiast w niedzielę (02.11.) jesteśmy otwarci dla wszystkich zwiedzających od godziny 10:00 do godziny 17:00. Dodatkowo, o godzinie 14:00 zapraszamy na oprowadzanie po wystawie stałej Gdynia – Dzieło Otwarte kluczem haseł: port, morze, architektura.

Marzec 1945 roku. Sowieckie dywizje w ciężkich walkach przełamują kolejne punkty obrony niemieckiej na podejściach do Gdyni i nacierają w kierunku miasta. 20 marca, mimo uporczywego oporu i ciągłych kontrataków Niemców, Rosjanie opanowują Wielki Kack. Ta duża wieś stanowi istotny element niemieckiej obrony Festung Gotenhafen – krzyżowały się tu ważne drogi z Chwaszczyna i Wiczlina, a nad ich skrzyżowaniem, na zachodnim krańcu wsi, górowało Wzgórze 142,7 z ufortyfikowaną baterią artylerii  przeciwlotniczej (Batterie Groß Katz ze składu Marine-Flak-Abteilung 219, stacjonującego w Gdyni od marca 1941 roku). Uzbrojona w armaty kalibru 10,5 cm, bateria zapewniała nieocenione wsparcie ogniowe niemieckiej piechocie. Utrata Wielkiego Kacka poważnie zachwiała linią obrony na tym odcinku i była dotkliwym ciosem dla niemieckiego dowództwa. Chcąc zatrzymać sowieckie natarcie, dowództwo wydało rozkaz przeprowadzenia kontrataku i odbicia Wielkiego Kacka wraz ze wzgórzami na zachodnim skraju miejscowości.

Ryc. 1. Fragment sowieckiej mapy sztabowej przedstawiającej położenie oddziałów 71. Dywizji Strzeleckiej w Wielkim Kacku 20.03.1945 r. Na niebiesko zaznaczone baterie niemieckiej artylerii – po lewej Bateria Groß Katz na Wzgórzu 142,7. Niebieskie strzałki wskazują kierunki niemieckich kontrataków. Źródło: pamyat-naroda.ru

Plan kontrataku

Do wykonania tego zadania wyznaczono 83. Dywizję Piechoty, która została przerzucona koleją z Pruszcza Gdańskiego do Sopotu. Stamtąd, przy pięknej wiosennej pogodzie, pododdziały dywizji dotarły na wschodni skraj Wielkiego Kacka, gdzie wzdłuż linii kolejowej zajęły pozycje wyjściowe do natarcia. Rozkaz przewidywał atak 277. Pułku Grenadierów tej dywizji w kierunku wsi i dotarcie do wzgórz na jej zachodnim skraju, przy współudziale innych oddziałów niemieckich, już zajmujących wysunięte pozycje w Wielkim Kacku.  Generalne natarcie miało się rozpocząć 20 marca o godzinie 14:00, a atak pułku – o 15:30. Cała operacja miała się odbyć przy wsparciu artylerii i lotnictwa.

Ryc. 2. Mapa przedstawiająca walki niemieckiej 83. Dywizji Piechoty w rejonie Gdyni w marcu 1945 roku. Niebieskie strzałki wskazują kierunek kontrataku w Wielkim Kacku z 20.03.1945 r.  Źródło: Reinhard Tiemann, Geschichte der 83. Infanterie-Division, ryc. 30, s. 310.

Z okrzykiem „Hurra” przez rosyjskie pozycje

Dowódca 277. Pułku Grenadierów, Oberstleutnant Zornig, opisuje przebieg kontrataku i następujących po nim wydarzeń w swoim dzienniku. Doskonale oddaje atmosferę i dramatyzm tamtych chwil:

Godzina 12 [20 marca 1945 – przyp. autora]. Stanowisko dowodzenia majora Müllera. Piekielny ogień. Całkowity chaos od stanowiska dowodzenia po front na łuku kolejowym. Dowódca II Batalionu, kapitan Ingenhoven, poległ! Atakujący wróg został kilkakrotnie odparty w kontratakach. Wojska są całkowicie zdezorganizowane. Najpierw trzeba zaprowadzić porządek od tyłu do frontu. Podczas tych działań  rozpoczyna się [nasze] przygotowanie artyleryjskie i atak samolotów szturmowych. 

15:30. Nasz atak przebiega tak, jak w 1941 roku. Z okrzykiem „Hurra” przez rosyjskie pozycje. Wspaniale, jak chłopaki atakują. Iwan [potocznie: żołnierze rosyjscy – przyp. autora] biegnie co sił w nogach. 

17:00. Po strzelaninie na zachodnim krańcu Gr. Katz [Wielkiego Kacka – przyp. autora]. Kontrataki rosyjskich czołgów tuż po zmierzchu. Amunicja się kończy i powoli jest przekazywana do przodu pod ciężkim ostrzałem wroga. Żadnego kontaktu [z innymi niemieckimi jednostkami – przyp. autora], ani z prawej, ani z lewej strony. Iwan to zauważa. Otacza  oba skrzydła, musimy powoli się wycofywać. 

20:00. Właśnie ustaliliśmy lepszą pozycję wyjściową do obrony. Nadal brak kontaktu, pomagamy sobie własnymi kontratakami i głęboką obroną flanek.

21:30. Stanowisko dowodzenia zostaje zasypane bezpośrednim trafieniem; mozolnie wydostajemy się przez okno w piwnicy. Gwałtowny ogień artyleryjski.

23:00. Pozycja nadal się utrzymuje, straty są duże. Elementy innych jednostek przybywają i są przydzielane.

21 marca, 3:50 rano. Sytuacja w I Batalionie jest krytyczna, batalion jest prawie otoczony.

5:00 rano. Most kolejowy wylatuje w powietrze. Płoną tam trzy wrogie czołgi. Brak kontaktu radiowego i przewodowego z dywizją. Trzecia noc bez snu. 

7:30 rano. Czołgi wroga na nasypie kolejowym. Na zaporze drogowej jeden zostaje zniszczony przez działo przeciwpancerne. I Batalion jest teraz na skraju lasu po tej stronie linii kolejowej. Wróg pojawia się tam na zboczu, prawdopodobnie próbując oskrzydlić go z lewej strony. Przygotowania do odwrotu. Pojazdy i niezbędny sprzęt łącznościowy zostają wycofane.

18:00. Przybywa V.B. [Vorgeschobener Beobachter, wysunięty obserwator ognia artylerii – przyp. autora] z radiostacją, ale nie ma kontaktu z dywizją. Porucznik Piesberger zostaje wysłany do dywizji, aby zameldować o sytuacji. 

20:00. Odgłosy bitwy po prawej, lewej i z tyłu. Z przodu panuje cisza.

22 marca, 1:00. Kontratak kompanii łotewskiej. Prawie nie słychać odgłosów bitwy. Kompania prawdopodobnie zdezerterowała.

6:00. Rosjanie bezpośrednio przed stanowiskiem dowodzenia. Wszystko, aż do ostatniego pisarza, jest w walce.

11:15. Na rozkaz dywizji: Wycofać się do Taubenberg [wzgórze położone na wschód od dzisiejszego osiedla Bernadowo, w okolicy plantacji owoców Malinogród – przyp. autora]. Rosjanie maszerują w kierunku Koliebken [Kolibek – przyp. autora].

16:00. Silny ostrzał czołgów wroga. Ranny wycofuję się do stanowiska dowodzenia Dywizji. Major Sauermilch obejmuje dowództwo nad pułkiem”.

Na tym kończą się zapiski niemieckiego oficera. Wielki Kack jest już ostatecznie w rękach Rosjan, a 83. Dywizja Piechoty wycofuje się w stronę Orłowa i Redłowa. Rozpoczyna się kolejny etap walk o Gdynię.

Paweł Pałasz

Bibliografia:

Reinhard Tiemann, Geschichte der 83. Infanterie-Division 1939-45, Bad Nauheim, 1960, www.pamyat-naroda.ru [dostęp: 30.09.2025].

Konserwacja, sztuka, historia i wirtualne podróże – listopad w Muzeum Miasta Gdyni!

Przedostatni miesiąc tego roku wypełniamy w Muzeum po brzegi! W najbliższych tygodniach dogłębnie zbadamy wybrane dzieła Maksymiliana Kasprowicza, poznamy niezwykłe historie Projektantek polskiego designu, zajrzymy do magazynu fotografii, a na dodatek uda nam się cofnąć w czasie za pomocą gogli VR. Mówimy tutaj jedynie o wybranych wydarzeniach, bo w listopadzie w Muzeum każdy znajdzie coś dla siebie – u nas nie ma miejsca na nudę!

Konserwacja na Maxa

W pierwszy piątek miesiąca (7 listopada o godz. 18:00) otworzymy wystawę Konserwacja na Maxa. Asamblaże Maksymiliana Kasprowicza. Po raz pierwszy zaprezentujemy na niej 12 asamblaży artysty, które zostały poddane pieczołowitej konserwacji, by mogły oczarować swoim pierwotnym blaskiem wszystkich odwiedzających. Dwa dni później, bo w niedzielę (9 listopada) kuratorka Katarzyna Gec-Leśniak oprowadzi zainteresowanych po ekspozycji, a pod koniec miesiąca (26 listopada) odbędzie się spotkanie z konserwatorką Aleksandrą Sobczyk, podczas którego będzie można poznać kulisy pracy konserwatora. 

Design i edukacja

Alicja Wyszogrodzka w tym miesiącu zabłyśnie pełną mocą, a jej blask będzie można podziwiać podczas wykładu o „Projektantkach z IWP” Anny Demskiej – kustoszki w Zbiorach Wzornictwa Muzeum Narodowego w Warszawie. Twórczość artystki zainspiruje też dzieci w trakcie Dnia Rodzinnego, gdzie wraz z opiekunami będą wykonywać nietypowe pieczątki. Na Wyczuwankach – zabawach sensorycznych w Muzeum, najmłodsi adepci sztuki zostaną oczarowani magicznym światem wzorów artystki. 

Historia bliska i daleka

Listopad to również dobry moment na refleksję, więc proponujemy w tym czasie zajrzeć do naszego Magazynu Fotografii i pochylić się nad historią Gdyni lub wybrać na wykład archeologiczny o materialnych śladach walk o Festung Gotenhafen. W ostatni weekend miesiąca przeniesiemy się do przeszłości w wyjątkowy sposób – dzięki warsztatom VR, uczestnicy będą mogli zobaczyć Gdynię z okresu 1926 roku!

„Dwie Stocznie”, film i pamięć

29 listopada w Muzeum będzie dniem pełnym emocji i spotkań. Poza wspomnianymi warsztatami VR, odbędzie się kuratorskie oprowadzanie po wystawie „Na fali czasu | 50. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni”, a tuż po nim będzie miała miejsce premiera najnowszego tytułu wydawnictwa Muzeum – „Dwie stocznie”, połączona z dyskusją o losach gdyńskiego przemysłu stoczniowego. Zakończenie miesiąca (30 listopada) zwieńczy oprowadzanie po ekspozycji „1945” na wystawie stałej „Gdynia – Dzieło Otwarte”.

Ilość wydarzeń może przyprawić o lekki zawrót głowy, jednak zapewniamy, że listopad w Muzeum Miasta Gdyni to najlepszy wybór tej jesieni! 

Widzimy się w Muzeum!

Listopad 2025 r. w Muzeum Miasta Gdyni

02.11.2025 r., godz. 14:00 – „Gdynia Dzieło Otwarte ” – oprowadzanie po wystawie stałej: port, morze, architektura

07.11.2025 r., godz. 18:00 – „Konserwacja na Maxa. Asamblaże Maksymiliana Kasprowicza” – wernisaż wystawy i premiera filmu 

09.11.2025 r., godz. 14:00 – „Konserwacja na Maxa. Asamblaże Maksymiliana Kasprowicza” – oprowadzanie kuratorskie po wystawie

12.11.2025 r., godz. 17:00 – „Projektantki z IWP” – wykład towarzyszący wystawie „Alicja Wyszogrodzka. Polskie Projekty Polscy Projektanci”

15.11.2025 r., godz. 11:00 – Dzień Rodzinny: Jak dzień i noc – warsztaty graficzne wokół kontrastów

16.11.2025 r., godz. 14:00 – Muzeum od kuchni – oprowadzanie po muzealnym Magazynie Fotografii

19.11.2025 r., godz. 17:30 – Materialne pozostałości walk o Festung Gotenhafen w marcu 1945 roku. Archeologia dawnego pola bitwy wokół Gdyni – wybrane zagadnienia

21.11.2025 r., godz. 11:00 – Wyczuwanki – zabawy sensoryczne w muzeum

23.11.2025 r., godz. 14:00 – „Gdynia Dzieło Otwarte” – oprowadzanie po wystawie stałej

26.11.2025 r., godz. 17:00 – Konserwacja na MAXA – spotkanie z konserwatorką Aleksandrą Sobczyk

29.11.2025 r., godz. 11:00 – Gdynia w wirtualnej rzeczywistości – warsztaty historyczne z użyciem gogli VR

29.11.2025 r., godz. 13:00 – „Na fali czasu | 50. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni” – oprowadzanie kuratorskie po wystawie

29.11.2025 r., godz. 14:00 – Gdynia w wirtualnej rzeczywistości – warsztaty historyczne z użyciem gogli VR

29.11.2025 r., godz. 16:00 – Dlaczego upadła Stocznia Gdynia? – spotkanie z autorami i premiera książki „Dwie Stocznie”

30.11.2025 r., godz. 14:00 – „Gdynia – dzieło otwarte” – oprowadzanie ekspozycji „1945” na wystawie stałej

📖 „Tadeusz Wenda. Budowniczy portu Rzeczypospolitej” nominowany do kolejnej nagrody!

Tym razem książka autorstwa Zbigniewa Opackiego i Dagmary Płazy-Opackiej znalazła się w gronie nominowanych w 28. Konkursie o Nagrodę im. Jana Długosza na najlepszą książkę literatury faktu 2024 roku.

Grafika pochodzi z profilu Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie.

Gratulujemy wyróżnienia Autorom i jeszcze raz dziękujemy za tak owocną współpracę z Wydawnictwem Uniwersytetu Gdańskiego!

Pełna lista nominowanych prezentuje się następująco:
🔹 Michał Bilewicz, Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości, Wydawnictwo MANDO.
🔹 Karolina Ćwiek-Rogalska, Ziemie. Historie Odzyskiwania i utraty, Wydawnictwo Radio Naukowe.
🔹 Ignacy Dudkiewicz, Pastwisko. Wzlot i upadek polskiego kościoła, Wydawnictwo AGORA.
🔹 Piotr Kłodkowski, Azjatycka Wielka Gra. Indie i Azja Południowa w sporze o regionalną i globalną dominację w XX i XXI wieku, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
🔹 Marta Michalska, Dźwięki, ludzie i nasłuchiwanie miasta. Wybrane elementy fonosfery Warszawy na przełomie XIX i XX wieku, Wydawnictwo Naukowe UMK.
🔹 Zbigniew Opacki, Dagmara Płaza-Opacka, Tadeusz Wenda. Budowniczy portu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, współwydawcy: Miasto Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni.
🔹 Filip Springer, Szara godzina. Czas na nową architekturę, Wydawnictwo Karakter.
🔹 prof. dr hab. Krzysztof Stefański, Zmarł, jak żył, na skrzydłach… Antoni Wiwulski (1877–1919). Artysta epoki Młodej Polski, Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Instytut Polonika.
🔹 Marcin Strzelecki, Niech się stanie muzyka! O muzycznej generatywności, Akademia Muzyczna im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie.
🔹 Danuta Ulicka, Doświadczanie czasu w przestrzeni archiwum, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Autora i wydawcę nagrodzonej publikacji, którzy otrzymają statuetki oraz nagrody pieniężne – (Autor 30 000 zł, Wydawca 10 000 zł) poznamy już 23 października o godz. 16:00.

Gala odbędzie się w EXPO Kraków, na Scenie w Hali Wisła.

Trzymamy kciuki oraz czekamy na wyniki! 👀

🚗 Muzeum w trasie!

W dniach 16 i 17 października w Teatrze Królewskim (Łazienki Królewskie) w Warszawie, odbywać się będzie interdyscyplinarna konferencja: „Herstorie w muzealnictwie w Polsce. Narracje muzealniczek”.

🎙️ W programie zaplanowano wiele wystąpień, dotyczących kobiet, ich rolach, wkładzie i miejscach w historii muzeów, które przez lata były marginalizowane lub pomijane. Celem wydarzenia jest tworzenie przestrzeni do debaty, wymiany badań i refleksji nad budowaniem narracji muzealnych z punktu widzenia kobiet – zarówno tych znanych, jak i tych, których nazwiska często znikały z kart historii.

W III panelu pod tytułem: „Kobieta a tworzenie muzeów”, będzie można usłyszeć prelekcję: „Dr Janiny Krajewskiej zmagania z nadmorską rzeczywistością – historia tworzenia muzeum w Gdyni”, którą wygłoszą Joanna Mróz wraz z Marcinem Szerle z naszego Muzeum!

✨ Każdy kto ma czas, a także nieposkromioną chęć do zdobywania wiedzy i poszerzania swoich horyzontów, do tego akurat przebywa w najbliższych dniach w Warszawie – będzie bardziej niż mile widziany na tym wyjątkowym wydarzeniu.

My szalenie zachęcamy do udziału w wydarzeniu, a naszym prelegentom życzymy powodzenia!

Herstoria muzealnictwa w Polsce. Narracje muzealniczek
🗓️ 16 – 17 października
📌 Teatr Królewski, Łazienki Królewskie / Warszawa
🎫 Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny, obowiązują zapisy: rezerwacje@lazienki-krolewskie.pl

Więcej informacji na temat konferencji znajdziecie tutaj: https://www.lazienki-krolewskie.pl/…/herstoria…

🚗 Muzeum w trasie!

W środę (15.10.) o godzinie 18:00 w Galerii Miejskiej BWA w Bydgoszczy, w ramach cyklu Bydgoskiej Akademii Sztuki, swój wykład wygłosiła dr Anna Śliwa pod tytułem: „Dizajn jest dla wszystkich. Projekty Jakuba Szczęsnego w przestrzeni publicznej”.

🟠 Wystąpienie było poświęcone twórczości Jakub Szczęsny – projektanta, artysty, architekta i ilustratora. Z przeglądem jego prac mogliście zapoznać się podczas poprzedniej wystawy z cyklu Polskie Projekty Polscy Projektanci, której był bohaterem.

Prelegentka opowiedziała w jaki sposób architektura przenika się z designem oraz co ciekawego może powstać na ich styku. Zwróciła też uwagę na ważne dla Jakuba Szczęsnego łączenie projektowania z zabawą, żartem, niespodzianką, które okazują się wspólnym mianownikiem wszystkich jego realizacji.

👉 Poniżej prezentujemy kolaż zdjęć ze wspomnianego wykładu.

🖥️ Z okazji 15-lecia Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej w dniach 13–14 października 2025 r., zorganizowana została międzynarodowa konferencja: „Dziedzictwo w sieci: digitalizacja w erze przemian”.

Dziękujemy za zaproszenie na wydarzenie i nie możemy doczekać się kolejnych interesujących wydarzeń, organizowanych przez Bibliotekę Politechniki Gdańskiej!

Zdjęcia: Gabriela Zbirohowska-Kościa

📚 Pomorska Biblioteka Cyfrowa jest regionalną biblioteką cyfrową, skupiającą instytucje nauki i kultury z regionu Pomorza. Politechnika Gdańska jest Partnerem wiodącym PBC, a koordynowanie działań związanych z realizacją projektu PBC powierzono Bibliotece Politechniki Gdańskiej (@bpg_gut).

Cel PBC to udostępnianie:
– pełnych tekstów zasobów piśmienniczych instytucji partnerskich, w tym do zbiorów zabytkowych i starodruków, stanowiących zabytki piśmiennictwa naszego regionu,
– innych rodzajów zbiorów, w tym muzykaliów, dokumentów życia społecznego,
– nagrań radiowych, zbiorów graficznych, kartograficznych,
– ustawicznie rozwijanej oferty biblioteki o nowe publikacje i nowe interesujące dla czytelników kolekcje tematyczne,
– interesujących zbiorów z punktu widzenia historii i kultury naszego regionu, w tym dotyczących historii miasta Gdańska, Gdyni, zbiorów kaszubskich, dokumentów życia społecznego, zabytkowych zbiorów kartograficznych.

Muzeum Miasta Gdyni
08.11.2025 – 15.02.2026
Wernisaż: 07.11.2025, godz. 18:00

👨‍🎨 Maksymilian ‘Max’ Kasprowicz (1906–1986) to jeden z najważniejszych artystów związanych z Gdynią, którego twórczość znajduje się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni – największej w Polsce kolekcji jego prac, liczącej blisko 600 obiektów. W 2026 roku przypada 120. rocznica urodzin i jednocześnie 40 lat od śmierci artysty, a jubileusz 100-lecia naszego miasta to doskonała okazja, by przypomnieć postać tego niezwykłego twórcy, pedagoga i aktywnego uczestnika życia artystycznego.

Maksymilian Kasprowicz, fot. autor nieznany, archiwum Muzeum Miasta Gdyni

🎨 7 listopada zaprezentujemy 12 prac Kasprowicza powstałych w latach 70. i 80., które niedawno odzyskały swój dawny blask, po poddaniu ich procesowi konserwacji. Łączy je technika – artysta określał je jako collage, ale dziś nazywamy je asamblażami, czyli kompozycjami z przedmiotów codziennego użytku. Dzieła tworzył m.in. z: rękawic, puszek, etykiet czy opakowań. Do ich stworzenia artysta zużył około 130 rękawic i ponad 500 elementów z obiektów różnego pochodzenia. Max potrafił nadawać im nowe życie i układać z nich wielowarstwowe, symboliczne prace.

📅 Zarezerwujcie czas 07.11.2025 r. (piątek), przyjdźcie na 18:00 do Muzeum i wejdźcie do krainy nieoczywistego języka pełnego symboliki. ✨

Wystawa realizowana jest w ramach projektu pt. „Konserwacja 12 asamblaży Maksymiliana Kasprowicza w 100-lecie Gdyni”. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Produkcja wystawyKonserwacja na Maxa. Asamblaże Maksymiliana Kasprowicza

Kuratorka: Katarzyna Gec-Leśniak
Key visual: Ada Zielińska
Redakcja: Ewa Siwek
Produkcja: Kacper Wiśniewski, Mat 95
Edukacja: Patrycja Wójcik
Promocja: Antonina Tucka, Michał Miegoń
Aranżacja: Katarzyna Gec-Leśniak
Konsultacja techniczna: Rafał Frankowski
Montaż: Robert Szymanowski, Mateusz Kozielecki, Kacper Wiśniewski
Konserwacja: Tatiana Srokowska
Film: Maja Markowska
Kuratorka projektu: Anna Śliwa

Partner

Partnerzy medialni

W niedzielę (12.10.) możecie doświadczyć sztuki w wielu postaciach, a jedną z nich będzie muzyka. Wtedy wieczorem nasze Foyer przemieni się w salę koncertową w ramach dziewiątej edycji Dni Muzyki Wokalnej, na której zaprezentują się kwartet smyczkowy NeoQuartet oraz Oktet Wokalny Simultaneo pod dyrekcją Karola Kisiela.

🎼 W programie prawykonanie zamówionej kompozycji u islandzkiego kompozytora, Pálla Ragnara Pálssona na oktet wokalny i kwartet smyczkowy oraz współczesne kompozycje wokalno-instrumentalne.

Projekt realizowany z naukowcami Politechnika Gdańska, którzy podczas koncertu zastosują Figury Chladniego (demonstrujące fundamentalne prawa drgań i fal stojących) i cymatykę wodnę (wizualizująca spektrum częstotliwościowe ludzkiego głosu). Dzięki zaprezentowanym figurom, będziecie mieli wgląd w niewidzialny świat wibracji dźwiękowych i ich wpływ na materię.

⭐ Taka magia zadzieje się na Waszych oczach w ten weekend – nie możecie jej przeoczyć!

9. DMW – Silence. Dust / Fundacja Polihymnia

🗓️ 12 października, godz. 19:00
📌 Foyer, Muzeum Miasta Gdyni
🎼 Kwartet smyczkowy NeoQuartet i Oktet Wokalny Simultaneo pod dyrekcją Karola Kisiela
🎫 Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

Program wydarzenia

💡 Aż #17milionów ludzi na świecie cierpi na MPD – Mózgowe Porażenie Dziecięce, które charakteryzuje się trwałymi zaburzeniami rozwoju ruchu i postawy.

🗓️ 6 października to Światowy Dzień Mózgowego Porażenia Dziecięcego, a Fundacja Kolorowy Świat już po raz 11 organizuje z tej okazji kampanię #17milionów, mającej na celu popularyzację wiedzy na temat MPD i uwrażliwienie większego grona odbiorców w tym obszarze.

🟢 W ramach wspomnianego działania, Fundacja prowadzi akcję podświetlania w całej Polsce na kolor zielony obiektów zabytkowych, budynków użytku publicznego, w tym galerii, centrów handlowych oraz mostów. W tym roku Muzeum Miasta Gdyni również rozbłysło w kolorach zielonego światła nadziei, punktualnie o godzinie 19:00!🟢

fot. Robert Szymanowski

👉 Więcej na temat MPD, Fundacja Kolorowy Świat oraz kampanii przeczytacie na stronie Fundacji: https://www.kolorowyswiat.org/…/nas…/kampania-17milionow

Geneza Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej (MW) sięga początków II Rzeczypospolitej i wiąże się bezpośrednio z odzyskaniem dostępu do morza w 1920 roku. Już w tym samym roku w Pucku, na bazie dawnego portu rybackiego o wymiarach 60 × 40 metrów, zorganizowano pierwszy w okresie międzywojennym port dla polskiej floty morskiej. Jego niewielkie rozmiary szybko okazały się niewystarczające wobec ambitnych planów rozwoju Marynarki Wojennej oraz jej bieżących potrzeb, przez co port pełnił jedynie rolę rozwiązania tymczasowego. Mimo ograniczonych możliwości rozwoju, to właśnie w Pucku zaczęto tworzyć zaplecze techniczne dla powstającej floty. W maju 1922 roku w bezpośrednim sąsiedztwie portu uruchomiono prowizoryczne warsztaty portowe, w których głównie prowadzono podstawowe naprawy pierwszych jednostek pływających MW.

Postępująca budowa gdyńskiego portu wojennego na Oksywiu pozwoliła w 1927 roku przenieść Warsztaty Portowe MW do Gdyni. Infrastrukturę zakładu, którą zlokalizowano w bezpośredniej bliskości budującego się basenu Portu Wojennego w Gdyni-Oksywiu i nasady Mola Północnego, zbudowano w latach 1926-27. W tym czasie zbudowano zespół budynków, składający się między innymi z około dziesięciu jednokondygnacyjnych baraków, o konstrukcji z nieotynkowanego muru pruskiego, krytej drewnianym dachem pokrytym papą. Większość z nich wyposażono w instalację elektryczną i system centralnego ogrzewania. Największy budynek o powierzchni 662 m2, mieścił stolarnię, tokarnię i biuro mistrzów. Pierwotnie stolarnia i tokarnia stanowiły dwa oddzielne obiekty, dopiero w 1929 roku połączono je murowanym łącznikiem. W tokarni ustawiono tory kolei wąskotorowej o rozstawie 600 mm, które umożliwiały wjazd małych wózków transportowych do wnętrza obiektu. Obok ustawiono mały budynek o powierzchni 50 m2, który mieścił kotłownię. Naprzeciwko tokarni, wzniesiono dwa mniejsze baraki o powierzchni 192 i 93 m2. Większy mieścił ślusarnię, spawalnię i motorownię, zaś mniejszy – elektrownię, elektromontownię i akumulatornię (dobudowaną w 1929 roku). Obok nich, w późniejszym czasie (w 1929 roku), wzniesiono kolejny barak dla tapicerni, żaglarni i garażu. We wschodniej części terenu warsztatów wzniesiono kolejny budynek o powierzchni 264 m2, mieszczący odlewnię z warsztatem precyzyjnym i warsztatem uzbrojenia.

Z innych ważniejszych obiektów Warsztatów Portowych MW w Gdyni w zachodniej części zakładu zbudowano magazyn główny o powierzchni 300 m2. Budynek mieścił również magazyn produktów, magazyn modeli, punkty przyjmowania i wydawania materiałów oraz biuro. Obok zbudowano budynek administracyjny o powierzchni 220 m2, z biurem ogólnym, biurem kierownika warsztatów i magazynem. Ponadto, w północnej części Warsztatów Portowych wzniesiono także mesę robotniczą o powierzchni 106 m2 i drewnianej konstrukcji tartak. Wokół zespołu baraków wzniesiono ogrodzenie z drutu kolczastego o wysokości 2 m i drewnianego parkanu o tej samej wysokości, zaś wewnątrz ustawiono tory kolei wąskotorowej o rozstawie 600 mm, z dwiema obrotnicami. W 1929 roku opracowano projekt rozbudowy Warsztatów Portowych MW w Gdyni, zakładający powiększenie zakładów o sześć murowanych hal dla kuźni, traserni, warsztatów mechanicznych, motorowni, elektromontowni i blacharni z kotlarnią. Obok miały również zostać zbudowane nowe obiekty dla biura konstrukcyjnego, centralnego ogrzewania, administracji, spawalni, kompresora i garażu dla pojazdów. Obiekty miały zostać wzniesione w bezpośredniej bliskości basenu portowego.

Widok na Warsztaty Portowe Marynarki Wojennej w Gdyni, fot. nieznany, 1929 r. (ze zbiorów autora). Legenda: 1.Stolarnia i tokarnia, 2. Odlewnia, 3. Tapicernia, żaglarnia i garaż, 4. Ślusarnia, spawalnia i motorownia, 5. Elektrownia i elektromontownia, 6. Biuro ogólne i magazyn, 7. Magazyn główny, 8. Tartak, 9. Mesa robotnicza, 10. Szopa na drewno, 11. Biuro konstrukcyjne, 12. Transformator.

Projekt rozbudowy Warsztatów Portowych MW w Gdyni, proj. nieznany, 1929 r. (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Plan sytuacyjny Warsztatów Portowych MW w Gdyni, proj. nieznany, 1931 r. (ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu)

Projekt ten nigdy nie został zrealizowany w pełni, ale w latach 1930-1931 na obszarze, który obejmował, zrealizowano dwie murowane hale dla nowej kuźni i kotlarni, nowy murowany budynek administracyjny, jadalnię robotniczą i ustęp dla pracowników. Hala kotlarni posiadała wymiary 40 x 15,5 metrów, jedną kondygnację i tylko jedno pomieszczenie. Przez całą długość budynku przebiegał tor wąskotorowy o rozstawie 600 mm. Na jego osi umieszczono obrotnicę, z której odchodził boczny odcinek torów prowadzący do kuźni. Kuźnia charakteryzowała się niemalże identyczną architekturą, w stosunku do hali kotlarni, z tym że miała mniejsze wymiary – 26 x 15,5 metrów. W nowej kuźni zainstalowano piece kowalskie wraz z kanałami odprowadzającymi spaliny. Dodatkowo, wybudowano tam długi piec do nagrzewania kształtowników, przeznaczonych do produkcji wręg i elementów kadłubowych. Oba budynki miały jednolitą wysokość, lekko przekraczającą sześć metrów, dwuspadowe dachy o niewielkim nachyleniu, pozbawione były detali architektonicznych. Elewacje urozmaicono jedynie rytmicznie rozmieszczonymi, wąskimi i wysokimi oknami o prostokątnych wykrojach, które zapewniały naturalne doświetlenie wnętrz i podkreślały prostotę geometrycznej kompozycji fasad.

Widok na Warsztaty Portowe MW w Gdyni (widoczne dwie nowe hale kuźni i kotlarni wybudowane w latach 1930-1931), fot. nieznany, 1931-1939 (ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni)

Widok z cmentarza przy parafii św. Michała Archanioła na Warsztaty Portowe MW w Gdyni (pośrodku zdjęcia widoczny jest budynek jadalni robotniczej, zaś po jego lewej stronie budynek administracyjny z 1931 r.), fot. nieznany, 1937 r. (ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni)

Nowy budynek administracyjny o wymiarach 41 x 26 metrów zbudowano na planie litery „C”, z otwartym dziedzińcem wewnętrznym. Forma obiektu składała się z podwyższonej części centralnej, mieszczącej pomieszczenia portierni, i dwóch niższych skrzydeł: lewego z szatnią i umywalnią dla pracowników, i prawego z biurem administracyjnym Warsztatów Portowych MW. Dach budynku wspierał się na wyższych ścianach obwodowych oraz niższych ścianach skrzydeł okalających dziedziniec. Połacie dachu opadały w kierunku dziedzińca, tak aby różnica wysokości pomiędzy tymi ścianami została zniwelowana nachyleniem dachu. Taka konstrukcja przykrycia budynku stworzyła poddasze nieużytkowe o trójkątnym przekroju, mieszczące się pomiędzy konstrukcją więźby a stropem nad kondygnacją parteru. Elewację budynku zdobiły boniowane lizeny i skromny gzyms dachowy. Obok wzniesiono jadalnię robotniczą o wymiarach ok. 25 × 15 metrów, która pod względem dekoracji i proporcji elewacji nawiązywała do sąsiedniego budynku administracyjnego. Co ciekawe kmdr por. Roman Somnicki, kierownik Warsztatów Portowych MW w Gdyni w latach 1928-1933, pisał w swoich wspomnieniach, że budynek jadalni był konstrukcji drewnianej i został w ten sposób otynkowany, aby nawiązywał do sąsiedniego murowanego budynku.

Zakres działalności omawianych warsztatów obejmował głównie remonty generalne i bieżące, a także drobne prace na okrętach Marynarki Wojennej. Prowadzono również modernizacje, czasem o charakterze większej przebudowy, a w późniejszym okresie również budowę małych okrętów i jednostek pomocniczych. Zakład przyjmował zamówienia od innych instytucji państwowych i prywatnych z zakresu: naprawy mechanizmów i kadłubów okrętowych, budowy łodzi żaglowych i wiosłowych, produkcji osprzętu okrętowego, odlewów z metali szlachetnych i żeliwa do 500 kg, cynkowania i różnych prac stolarskich.

Pierwszą dużą budową przeprowadzoną na terenie Warsztatów Portowych MW była budowa 350-tonowego doku pływającego, przeznaczonego na potrzeby własne. Dok o długości 42 m, zmontowany z pięciu pontonów i dwóch baszt, zbudowano w latach 1931-1932. W 1937 roku znacząco go powiększono, poprzez dobudowę dwóch pontonów, zwiększając jego nośność do 500 ton, zaś długość do 55 metrów. W podobnym okresie co dok pływający – w latach 1932-1934, dla potrzeb zwiększenia zdolności warsztatów, zbudowano również dźwig pływający o udźwigu 25 ton.

Plan budowy stoczni zrealizowany częściowo i w znacząco zmienionym kształcie, proj. nieznany, 1934 r. (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Fotografia makiety przedstawiającej plan budowy stoczni, fot. nieznany, druga połowa lat 30. dwudziestego wieku (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego)

Pierwszym okrętem zbudowanym w Warsztatach Portowych MW w Gdyni był trałowiec ORP „Jaskółka”, zwodowany 11 września 1934 roku w Porcie Wojennym Gdynia-Oksywie. W latach 1937-1939 Warsztaty Portowe MW w Gdyni zrealizowały budowę kolejnych dwóch okrętów tego samego typu – OORP „Czapla” i „Żuraw”. Oprócz powyżej wymienionych jednostek zakłady zbudowały jeszcze jeden okręt – bazę nurków ORP „Nurek”, zwodowany w 1936 roku. Ponadto zbudowano tam kilka jednostek pomocniczych dla Marynarki Wojennej i Urzędu Morskiego w Gdyni. Infrastruktura Warsztatów Portowych MW w Gdyni miała skromny i w dużej mierze improwizowany charakter. Brak takich obiektów, jak odpowiedniej wielkości kadłubownia, wymuszał budowę kadłubów okrętowych na „otwartym powietrzu”, na specjalnych drewnianych podkładach, zaś wodowanie odbywało się przy pomocy dźwigu pływającego zamiast pochylni, której również brakowało. Ten stan rzeczy, powiązany również z planami rozbudowy przemysłu okrętowego na potrzeby Marynarki Wojennej, determinował potrzebę budowy stoczni „z prawdziwego zdarzenia”, od której uzależniony był rozwój Warsztatów Portowych MW.

Wnętrze kadłubowni, fot. nieznany, 1938 r. (ze zbiorów prywatnych autora)

Widok na kadłubownię (lewa strona zdjęcia) i jedyną ukończoną pochylnię stoczni, fot. nieznany, 1938 r. (ze zbiorów BAMA Freiburg)

Jedyna ukończona pochylnia stoczni, fot. nieznany, 1937 r. (ze zbiorów BAMA Freiburg)

Widok na halę kadłubowni i traserni z dziobu ORP „Gryf”, fot. nieznany, 1938-1939 (ze zbiorów autora)

Plany budowy stoczni dla Marynarki Wojennej w rejonie dzisiejszego Basenu nr IX sięgają lat 20. dwudziestego wieku i pierwszych projektów budowy portu gdyńskiego. Jeden z najwcześniejszych obejmował budowę basenu warsztatowego o wymiarach 425 x 285 metrów oraz kilku murowanych hal zaprojektowanych w duchu klasycyzmu (m.in. kadłubownie, odlewnie, kuźnie i warsztaty mechaniczne), których projekty zostały opracowane dla Kierownictwa Budowy dla Budowli Lądowych Portu Wojennego w Gdyni przez inż. Witolda Jakimowskiego i inż. Bronisława Tylkę. Przewodniczącym komisji budowlanej był kmdr por. Xawery Czernicki. Projekt nigdy nie został zrealizowany, aczkolwiek lokalizacja planowanej stoczni pozostawała zasadniczo niezmienna w kolejnych koncepcjach – docelowo zlokalizowano ją w podobnym miejscu, pomiędzy rozbudowującym się Portem Wojennym a Portem Drzewnym „Paged”.

Na skutek decyzji Kierownictwa Marynarki Wojennej stocznię rozpoczęto budować 9 czerwca 1934 roku. Za projekt i nadzór techniczny odpowiadała Służba Techniczna KMW. Na potrzeby budowy stoczni, która miała stać się największą inwestycją przemysłu okrętowego II RP, powołano komisję projektową, której przewodniczącym był kmdr Xawery Czernicki. W skład komisji wchodzili także kmdr inż. Wacław Żejma i inż. Mikołaj Berens z Służby Technicznej KMW, kmdr por. inż. Tadeusz Kinel jako Szef Budownictwa KMW oraz kierownik Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej w Gdyni – kmdr ppor. inż. Witold Szulc. Ambitne plany, które do końca wojny zrealizowano jedynie częściowo przewidywały m.in. budowę basenu remontowego (dziś Basen nr IX), czterech pochylni o długości od 130 do 200 metrów, suchego doku, kadłubowni, traserni, hali dla kuźni, kotlarni i narzędziowni, kilku magazynów, innych hal warsztatowych oraz budynków administracyjnych. W miejscu, w którym dziś stoją powojenne budynki (ul. Śmidowicza 41a, 43 i 45) planowano nigdy niezrealizowaną budowę czterech bloków mieszkalnych dla pracowników stoczni.

Największym zbudowanym budynkiem była kadłubownia z trasernią, której budowę zrealizowano w latach 1935-1938. Jej projekt opracował inż. Stanisław Barszczewski. Budynek łączył w sobie kadłubownię oraz trasernię, tworząc zwartą, funkcjonalną całość. Obiekt wzniesiono w oparciu o stalową konstrukcję nośną. Ściany i elewacje wykonano z cegły, jednak dominującym elementem były duże powierzchnie przeszklone, które nadawały budynkowi nowoczesny i lekki charakter oraz zapewniały maksymalne doświetlenie wnętrz. Zasadniczą część obiektu stanowiła kadłubownia, w formie hali trójnawowej o całkowitej szerokości 60 metrów (szerokość pojedynczej nawy – 20 m) i długości 105 metrów. Duża przestrzeń wewnętrzna, pozbawiona zbędnych podziałów, umożliwiała swobodną organizację procesów produkcyjnych. Przewidziano również możliwość rozbudowy do konstrukcji pięcionawowej, w razie gdyby zaistniała taka potrzeba. Do kadłubowni prostopadle przylegała trasernia, o szerokości 25 metrów i długości 101,6 metrów. Do jej przeciwległych końców dobudowane zostały pięciokondygnacyjne budynki, w których od parteru do III piętra znajdowały się pomieszczenia administracyjne i socjalne dla pracowników zakładu. Ostatnia, IV kondygnacja, stanowiła jednoprzestrzenną salę traserską, rozciągającą się przez całą długość budynku.

Dachy zarówno kadłubowni, jak i traserni wykonano z wieloprzęsłowych płyt żelbetowych o grubości 6 centymetrów. W dachach znajdowały się świetliki doświetlające przestrzeń hali, posiadające formę przeszklonych, podłużnych, dwuspadowych nadbudówek o stromych połaciach. Na dachu kadłubowni rozmieszczono je rytmicznie, wzdłuż każdej z naw, co tworzyło układ trzech równoległych rzędów świetlików. Z kolei na dachu traserni biegł jeden długi świetlik wzdłuż kalenicy. Posadzka kadłubowni i przyziemia traserni wykonana była z drewnianej kostki. Do wybuchu wojny zdołano również zbudować budynki dla sprężarkowni, magazynu części stalowych i stacji transformatorowej oraz urządzono plac składowy stali. Ukończono również jedną z czterech pochylni o długości 130 metrów oraz częściowo basen warsztatowy – dzisiejszy Basen nr IX (jego budowę dokończono w trakcie okupacji niemieckiej).

Dużym osiągnięciem Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej w Gdyni był montaż doku pływającego 5000 ton, który odbył się na terenie powstającej stoczni, dla której był przeznaczony. Za jego projekt i dostarczenie materiałów odpowiedzialna była niemiecka firma Gutehoffnungshütte Oberhausen A.G. Dok o długości 130 metrów i szerokości 20 metrów, zwodowano 26 listopada 1938 roku, przy czym prace wyposażeniowe zakończono dopiero wiosną 1939 roku. Jego wielkość pozwalała na obsługę wszystkich okrętów Marynarki Wojennej w tamtym okresie. 1 kwietnia 1939 roku Warsztatom Portowym MW w Gdyni zlecono budowę dwóch kontrtorpedowców typu „Grom”. Ich plany oparto na zmodyfikowanym projekcie angielskiej Stoczni John Samuel White w Cowes. Według relacji okręty miały się nazywać OORP „Orkan” i „Huragan”, co jednak nie znajduje potwierdzenia w oficjalnych dokumentach. Budowę rozpoczęto 15 lipca 1939 roku, kiedy na jedynej zbudowanej pochylni stoczni położono stępkę pod pierwszy okręt. Oddanie kontrtorpedowców do służby przewidziano na rok 1942 roku, aczkolwiek niestety ich budowę przerwał wybuch wojny na bardzo wczesnym stadium zaawansowania prac, przez co okręty nigdy nie zostały ukończone. Blachy przeznaczone do ich budowy wykorzystano później m.in. do opancerzenia pociągu pancernego „Smok Kaszubski”, który został zbudowany na bazie parowozu OKl27 i sześciu wagonów w hali kadłubowni, w pierwszych dniach września 1939 roku.

Najstarsza część Warsztatów Portowych MW w Gdyni została rozebrana już w początkowym okresie okupacji niemieckiej, w ramach przygotowania terenu pod budowę niemieckiego doświadczalnego ośrodka torpedowego TVA „Gotenhafen-Oxhoft”. Pozostawiono jedynie budynek administracyjny, hale kotlarni i kuźni oraz jeden murowany szalet dla pracowników. Wszystkie te obiekty, pomimo wielu powojennych modyfikacji, zachowały się do dzisiaj. Hala kadłubowni i traserni zachowała się w dobrym stanie i jest nadal użytkowana przez Stocznię Wojenną S.A, podobnie jak pozostałe przedwojenne budynki stoczni (transformator i sprężarkownia). Do dziś nie zachowała się jedyna ukończona w tamtym okresie pochylnia. Żaden z istniejących, przedwojennych obiektów warsztatów i stoczni nie jest objęty ochroną prawną, co – zwłaszcza w przypadku hali kadłubowni i traserni – jest nieakceptowalne. Zachowane budynki stanowią cenny przykład dziedzictwa architektury polskiego przemysłu okrętowego z okresu międzywojennego, przy czym hala kadłubowni i traserni zajmuje miejsce szczególne, będąc najbardziej wartościowym, zachowanym obiektem tej kategorii.

Kamil Sarapuk

Teren Warsztatów Portowych MW w Gdyni (po prawej stronie widoczna hala kotlarni, zaś z lewej budynek administracyjny); fot. nieznany, lata trzydzieste dwudziestego wieku (ze zbiorów prywatnych autora)

Niezrealizowany plan budowy stoczni dla Marynarki Wojennej z zaznaczoną lokalizacją kadłubowni; proj. 1926 (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Rysunek niezrealizowanego projektu kadłubowni, proj. inż. Witold Jakimowski oraz inż. Bronisław Tylka, 1926 r., (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Hala kadłubowni i traserni, rys. Kamil Sarapuk, 2024 r.

Przekrój kadłubowni i traserni, proj. Stanisław Barszczewski, 1935 r. (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Rozmieszczenie fundamentów i wyposażenia hali kadłubowni i traserni, proj. Stanisław Barszczewski, 1935 r. (ze zbiorów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie)

Hala kotlarni Warsztatów Portowych MW w Gdyni z 1931 r., fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Hala kuźni Warsztatów Portowych MW w Gdyni z 1931 r., fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Budynek administracyjny Warsztatów Portowych MW w Gdyni z 1931 r., fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Szalet dla pracowników Warsztatów Portowych MW w Gdyni z 1931 r., fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Wnętrze przedwojennej hali kadłubowni i traserni, fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Przedwojenna hala kadłubowni i traserni, fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Przedwojenna hala kadłubowni i traserni, fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Przedwojenna hala kadłubowni i traserni, fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Przedwojenne budynki transformatora i sprężarkowni zbudowane na terenie stoczni, fot. Kamil Sarapuk, 2023 r. (ze zbiorów autora)

Potop szwedzki, trwający w latach 1655–1660, stanowi jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski. Był nie tylko wojną, ale także czasem zdrad, grabieży i upadku morale – co odcisnęło trwałe piętno na polskiej pamięci historycznej. Współcześnie to wydarzenie ponownie stało się przedmiotem wielu dyskusji i zyskało nowe znaczenie przede wszystkim dzięki serialowi „1670”, który stał się szeroko komentowanym obrazem XVII-wiecznej Polski. Produkcja Netflixa, łącząc elementy historyczne ze współczesnym komediowym podejściem, zaprezentowała Polakom potop szwedzki, o którym mówiło się dotychczas bardzo mało. Reinterpretacja wojny polsko-szwedzkiej w przystępny i nieco ironiczny sposób skłaniający do społecznej refleksji stała się inspiracją do przyjrzenia się bliżej tej historii również w kontekście Pomorza i Gdyni. Pretekstem do tego jest jeden z najstarszych obiektów mieszczących się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni – plan z 1655 roku, który interesujący, a przede wszystkim zrozumiały może stać się jedynie wtedy, gdy przypomnimy sobie kluczowy dla tego okresu kontekst historyczny.

Trudny okres w dziejach Polski

Okres drugiej połowy XVII wieku w Polsce był niezwykle burzliwy. Jeszcze w 1648 roku Kozacy pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego wystąpili przeciwko Rzeczypospolitej, w związku z czym Polacy musieli zmierzyć się z poważnym konfliktem wewnętrznym. Słabość Korony wykorzystała Rosja, która w 1654 roku zaatakowała Polskę od wschodu. Rok później sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy od północy, jak to określano, „zalała Polskę fala Szwedów”, którzy marzyli o zamianie Morza Bałtyckiego w „wewnętrzne szwedzkie jezioro” i przejęciu pełnej kontroli nad regionem. Król Karol X Gustaw uznał postępy wojsk rosyjskich, które zajęły większość Litwy, za zagrożenie dla swojego planu i zdecydował się na atak na Rzeczpospolitą Obojga Narodów, która nie była w stanie odpierać dwóch ataków na raz. Jednak tak naprawdę przyczyn najazdu Szwedów było znacznie więcej. Na początku lat pięćdziesiątych XVII wieku skarb szwedzkiego państwa był bardzo zadłużony. W kraju narastały napięcia społeczne, a szwedzka armia, uważana za znakomitą, największą i najlepiej wyszkoloną w Europie (zaraz po francuskiej), po ekspansjonistycznych sukcesach stała się bezrobotna. Nieprzystępne terytorium Szwecji, a przede wszystkim stosunkowo niewielka liczba ludności, wynosząca około miliona mieszkańców – dla porównania w tym samym czasie Rzeczpospolita Obojga Narodów liczyła około 11 000 000 osób – okazały się niewystarczające, by utrzymać tak potężne siły zbrojne1. Kolejna wojna była więc nieunikniona, bo „wojsko musiało wyżywić się samo”, a naturalnym kierunkiem ekspansji stała się Rzeczpospolita Obojga Narodów. Jednym z wydarzeń, które sprowokowały Szwedów, była inkorporacja Inflant przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Dodatkowo, szwedzki parlament w 1599 roku podjął decyzję o utracie prawa polskiego króla Zygmunta III Wazy do szwedzkiego tronu. Mimo tego jednak jego synowie Władysław IV Waza i Jan II Kazimierz Waza nadal tytułowali się królami Szwecji. Rządzący Szwecją Karol X Gustaw uznał to jako symboliczny pretekst do ataku na Rzeczpospolitą.

Czarna karta w dziejach Polski

II wojna północna, powszechnie znana jako potop szwedzki, a przez Skandynawów nazywana Karl Gustav Kriege (pol. wojną Karola Gustawa), jest współcześnie często określana jednym z najtragiczniejszych okresów w historii Polski, zaraz po II wojnie światowej. Wiązał się on z niesamowitym chaosem wewnętrznym w państwie, śmiercią nawet 4 500 000, czyli ponad ⅓ (!) jego obywateli, w porównaniu do zaledwie 40 000 ofiar po stronie szwedzkiej oraz niewyobrażalnymi wręcz zniszczeniami2. Kiedy 21 lipca 1655 roku wojska szwedzkie pod dowództwem Arvida Wittenberga wkroczyły na Pomorze, a siły dowodzone przez Magnusa de la Gardie zaczęły przejmować Inflanty, łamiąc rozejm, który miał obowiązywać jeszcze przez sześć lat, Rzeczpospolita pogrążyła się w niespotykanym dotąd chaosie.

Licząca 19 000 doświadczonych żołnierzy szwedzka armia spodziewała się silnego oporu ze strony Polaków, z którymi toczono wojny już od kilkudziesięciu lat. Tym razem jednak było inaczej. Większość polskich oddziałów była zaangażowana w wojnę z Rosją i Kozakami na wschodzie, dlatego Szwedzi w pierwszej fazie wojny nie napotkali niemal żadnego oporu. Do obrony na terenie Wielkopolski wystawiono jedynie 13 000 słabo uzbrojonego i niewyszkolonego pospolitego ruszenia oraz jedynie 1 400 zawodowej piechoty3. Opór trwał zaledwie jeden dzień, po czym podpisano kapitulację wojsk polskich. Szlachta w obawie przez utratą przywilejów poddawała się bez walki, a nawet szła na współpracę ze Szwedami, podpisując dokumenty niezgodne z przyjętą niespełna 100 lat wcześniej Unią Lubelską, między innymi domagając się w nich abdykacji polskiego króla Jana II Kazimierza, który uciekł z kraju. Mimo to wszystkich, którzy przeciwstawili się Szwedom w pospolitym ruszeniu – od szlachty po chłopów, rozkazem szwedzkiego króla Karola, skazywano na tortury. Świadczą o tym wspomnienia, w których żołnierze szwedzcy podkreślali, co należało robić z awanturnikami. „Bić i palce w kurki muszkietowe kazać wkręcali. Do uwolnienia pomagały «złote argumenta» (czyli pójście na układ ze Szwedami – przyp. D.G.)”.

Choć nie udało się zdobyć Gdańska, który został oblężony, to w krótkim czasie padały kolejne polskie miasta. Bez walki poddały się Warszawa, Poznań czy Toruń, a w październiku po krótkim oblężeniu wojska okupanta zdobyły Kraków. Coraz więcej Polaków przechodziło na stronę Szwedów, jednak złudzenia o zagwarantowaniu statusu polskiej szlachcie nie trwały długo. Szybko zorientowano się, że najeźdźcy w niewyobrażalnej skali rozpoczęli grabież Polski4. Do łupów wojennych należały nie tylko skarby narodowe, ale także mienie szlacheckie, a nawet skromny dobytek – praktycznie bezwartościowe wyposażenie – zgromadzony w chłopskich chatach i oborach. Ci którzy przeżyli najazd nie mogli ponownie sadzić plonów ze względu na brak narzędzi rolniczych, bydła stanowiącego siłę pociągową i zboża pod zasiew. Wiele osób wypędzonych z domów przez pożogę wojenną nie miało gdzie wrócić, ponieważ Szwedzi rozbierali całe chaty, a nawet dworki szlacheckie na opał. Z tego powodu zarówno chłopi, jak i szlachta tułała się latami po lasach i opuszczonych, nienadających się do zamieszkania budynkach, po raz pierwszy w historii współpracując ze sobą jak równy z równym i pomagając sobie nawzajem.

Od tego momentu właściwie wszystkie warstwy społeczne od chłopów, przez mieszczan, po szlachtę zaczęły walkę przeciwko Szwedom. Atakowano i sabotowano działania wojsk szwedzkich wszelkimi możliwymi sposobami. Symbolem tego okresu stała się skuteczna obrona Jasnej Góry w Częstochowie w grudniu 1655 roku i związane z nią odwrócenie sytuacji na froncie. Stopniowo udało się odzyskać Warszawę i inne polskie miasta. Król Jan II Kazimierz wrócił do Polski w 1656 roku i zawarł sojusz z Austrią (wojska austriackie dotarły do Polski dopiero latem 1657 roku) oraz podpisał rozejm z Rosją, która z kolei wypowiedziała wojnę Szwecji. W 1657 roku do sojuszu dołączyła również Dania, kompletnie zaskakując tym Szwedów5. Do 1660 roku armia szwedzka została wyparta z Polski, a działania wojenne przeniosły się na terytorium Danii. 3 maja 1660 roku podpisano w opactwie cysterskim w Oliwie pokój kończący wojnę Rzeczypospolitej ze Szwecją.

Szwedzkie łupy

Po konflikcie pozostały w Polsce niewyobrażalne zniszczenia i niemal całkowita pustka. Doszczętnie zniszczonych zostało 188 polskich miast, 186 wsi, 136 kościołów, 89 pałaców, 81 zamków i twierdz, 30 młynów i 10 browarów. Szwedzi wywieźli z Polski statkami do Skandynawii bezcenne dzieła sztuki, liczne dokumenty, złoto, cenne kruszce i kosztowności, ale także meble, ubrania czy wyposażenie kościołów6. Demontowano nawet całe fasady budynków, wyrywano srebrne gwoździe z trumien i kamienne tablice nagrobne, rozbierano piece i kominy, zrywano podłogi i obicia, wyjmowano okna i drzwi razem z futrynami czy zeskrobywano złocenia z drewnianych listew w kościołach. Właściwie brano wszystko co dało się przetransportować rzekami na północ Polski7. Dodatkowo, wycofując się z wcześniej zajętych miast, Szwedzi umyślnie niszczyli w nich budynki i architekturę bez względu na ich wartość artystyczną czy zabytkową.

Zgodnie ze współczesnym raportem Fundacji Odbudowy Zniszczeń Dokonanych w Czasie Potopu Szwedzkiego straty, które wyceniono na obecną wartość około 4 miliardów złotych, dotyczyły niemal wszystkich miast i wsi. Jak odnotował polski lustrator pomorski po zakończonej wojnie: „W popiół obrócone miasto Czersk ojczyźnie ani zjazdom publicznym wystarczyć nie może, wygodzie ani sądów odprawianiu”. Podobne zapisy można znaleźć w zapisach lustracyjnych innych pomorskich miejscowości. Właściwie w każdym mieście całkowicie sparaliżowana została administracja regionalna samorządu szlacheckiego, a także starostwa czy sądy, co realnie wpływało na stan całej administracji państwa. Z kolei we wspomnieniach szwedzkich dowódców pojawiają się informacje o przekazywaniu dochodu z gospodarstw wiejskich i przemysłowych do zajętych przez Szwedów miast pod groźbą spalenia całej osady: „Kazał generał popisać wszystkie wsi i miasteczka, który pewny prowent ze zbóż i legumin i bydła na pewny czas oddawać i przewozić do Krakowa rozkazał. A kto był nieposłuszny, zaraz kornet żołnierza posyłał, aby tę wieś albo miasteczko spalono, ludzi pozabijano”8. Skala zniszczeń była ogromna i różniła się od działań innych wojsk w tym okresie. Choć zwyczaj pozwalał na rabunek mienia i przerzucenie utrzymania wojsk okupanta na lokalnych mieszkańców, to Szwedzi przekroczyli w tym zakresie wszystkie granice ówczesnej „moralności wojennej”. Można powiedzieć, że z wojny polsko-szwedzkiej obie strony wyszły pokonane. Choć Polska znalazła się w gronie zwycięzców i przetrwała jako państwo, to było to zdecydowanie pyrrusowe zwycięstwo.

Łupy z potopu szwedzkiego, w tym ważne dzieła polskiego dziedzictwa kulturowego do dzisiaj można znaleźć w szwedzkich bibliotekach (m.in. w Uppsali, Härnösandzie, Linköping, Örebro, Östersundzie, Straslundzie (który wówczas należał do Szwecji, obecnie Niemcy) i Sztokholmie) oraz muzeach, w tym muzeach narodowych Szwecji9. W Królestwie Szwecji możemy znaleźć na przykład najstarszy znany zapis tekstu polskiej pieśni patriotyczno-religijnej „Bogurodzica”, oryginał dzieła Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” czy tak zwany „Statut Łaskiego”, czyli zapis wszystkich praw Królestwa Polskiego. Zgodnie z ustaleniami „pokoju oliwskiego” kończącego wojnę, Szwedzi powinni zwrócić Polsce przynajmniej skradziony księgozbiór i archiwalne dokumenty. Artykuł 9. określał, że „wrócone będą ze strony szwedzkiej wszystkie archiwa, akta publiczne grodzkie, sądowe, duchowe oraz Biblioteka Królewska, które zostały wywiezione”. Artykuł 7. z kolei odnosił się do zwrotu prywatnego mienia o podobnym charakterze. Polskim wysłannikom królewskim nie udało się jednak odnaleźć i przewieźć do Polski zdecydowanej większości zbiorów.

Chorągiew króla Jana II Kazimierza Wazy, którą można zobaczyć w Muzeum Szwedzkiej Armii w Sztokholmie (szw. Armémuseum), domena publiczna.

Zniszczenia spowodowane szwedzkim najazdem miały również inne długofalowe skutki. W wyniku spustoszenia, a przede wszystkim trudności w przywróceniu dawnej wydajności w uprawie ziemi, znacząco spadł eksport polskiego zboża – głównego źródła dochodów państwa. Straty ludnościowe doprowadziły do wyraźnego załamania się handlu wewnętrznego w państwie. Część targów przestała funkcjonować, ponieważ brakowało rąk do pracy. Dodatkowo niemal całkowicie upadło rzemiosło. Zgodnie z opisem lustracji z 1660 roku w części miast i większości wsi nie było ani jednego rzemieślnika! Wszystkie te czynniki prowadziły to niewyobrażalnego wręcz zubożenia społeczeństwa i państwa. Rzeczpospolita pogrążyła się w głębokim i długotrwałym kryzysie, który ostatecznie doprowadził do rozbiorów i utraty polskiej państwowości.

Potop szwedzki na Pomorzu i w Gdyni

Z uwagi na swoje położenie, Pomorze Gdańskie zostało zaatakowane jako pierwsze już 21 lipca 1655 roku, a potop szwedzki „przelał się” przez ten region aż dwukrotnie. Na polskie wybrzeże docierało również wsparcie wojskowe ze Szwecji, a przez Pomorze transportowano łupy wojenne w kierunku Półwyspu Skandynawskiego. Ruch w obu kierunkach odbywał się niemal przez cały rok – od marca do października drogą morską, a zimą po niemal całkowicie zamarzniętym Morzu Bałtyckim, co było skutkiem tzw. „małej epoki lodowcowej”. Krążą nawet legendy o karczmach budowanych na lodzie w połowie drogi między Szwecją a Polską, które opłacało się wznosić zimą, by obsługiwać podróżujących saniami Szwedów10.

Tym razem jednak, w przeciwieństwie do poprzedniej wojny ze Szwecją toczonej o ujście Wisły w latach 1626-1629, nie tylko Gdańsk – główna twierdza regionu – nie został zdobyty, ale także Puck zdołał się obronić. Zamek w Pucku, świadomy swojej klęski we wcześniejszym konflikcie ze Szwedami, kiedy w 1626 roku zajęli oni miasto i rozlokowali i w nim swoje wojska, w 1655 roku został obsadzony dobrze wyszkolonymi i doświadczonymi oddziałami gdańskimi, wspartymi przez pospolite ruszenie z okolicznych miast, w tym z pobliskiej Rumi. Walki o Puck trwały aż do 1656 roku, jednak twierdza pozostała niezdobyta. Za skuteczną obronę miasta mieszkańcy Pucka już w 1657 roku otrzymali przywilej połowu wszystkich gatunków ryb w Zatoce Puckiej, a także na otwartym morzu. W odpowiedzi na niepowodzenia w zdobyciu tego strategicznie ważnego miasta Szwedzi w wyjątkowo okrutny sposób łupili okoliczne wsie, w tym również Gdynię.

            Cały okres wojen szwedzkich na Pomorzu i Kaszubach, podobnie jak w reszcie Polski, wiązał się z traumatycznymi przeżyciami lokalnej ludności. Do dziś żywe są negatywne stereotypy na temat Szwedów, a także związane z nimi powiedzenia i wyrażenia, obecne nie tylko w języku polskim, ale również kaszubskim11. Do dziedzictwa kulturowego i językowego regionu weszło między innymi słowo „szwed”, będące synonimem słowa „rabùsznik” (pol. rabuś). W wielu podaniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie Szwedzi byli przedstawiani jako grabieżcy okradający mieszkańców, w tym tych najbiedniejszych, a także kościoły i przydrożne kapliczki. Istnieje też wiele historii sławiących zwycięstwa odniesione przez kaszubskich chłopów w walkach partyzanckich przeciwko szwedzkiemu okupantowi.

            W Gdyni i jej współczesnych dzielnicach potop szwedzki został zapamiętany podobnie jak w pozostałych częściach Pomorza. Najazd Szwedów szczególnie wrył się w pamięć mieszkańców Oksywia, które w latach 1655-1660 zostało najbardziej zniszczone. Dotyczyło to przede wszystkim oksywskiego kościoła pw. św. Michała Archanioła, który w XVII wieku był wielokrotnie niszczony i okradany przez najeźdźców z północy. Już w pierwszej fazie wojny, jeszcze jesienią 1655 roku, kościół został spalony, a Szwedzi zrabowali z niego naczynia liturgiczne i srebrne wota. Zdemontowali też organy, które wywieźli do Szwecji. Ewangelicy zdjęli także dzwony kościelne, które miały służyć jako triumfalny łup wojenny w jednym ze szwedzkich zborów protestanckich. Ledwo uszedł z życiem proboszcz ks. Piotr Schlesiger, który wspominał: „Szwedom dałem za wykupienie głowy 300 florenów”. Nowa, konsekrowana zaledwie 70 lat wcześniej (w 1583 roku) świątynia po najeździe Szwedów „nie przypominała nawet kościoła” i przez kilka kolejnych dziesięcioleci podnosiła się ze zniszczeń po potopie. Brak dachu sprawiał, że odprawianie mszy było wyjątkowo niebezpieczne. Zdarzało się, że podczas mszy zarówno ksiądz, jak i wierni musieli chronić się w zakrystii, szczególnie przy gwałtownych i porywistych wiatrach.

Do odbudowy przystąpiono po objęciu parafii przez nowego proboszcza, ks. Tomasza Jędrowskiego, w 1682 roku. W 1687 roku zakończono pełną odbudowę świątyni spalonej przez Szwedów – odbudowano korpus nawy głównej wraz z prezbiterium oraz zakrystią, które pokryto dwuspadowym dachem. Dodatkowo dobudowano nową część – murowaną mniej więcej do połowy wysokości wieżę, której górna część została wykonana z drewna i przykryta blaszanym, czterospadowym, dachem w stylu barokowym. Na jego szczycie umieszczono chorągiewkę z datą budowy: 1687.

Po przeprowadzonej w 1781 roku kolejnej wizytacji oksywskiej parafii dowiadujemy się, że do tego czasu kościół całkowicie podniósł się ze zniszczeń wojennych. Na dzwonnicy zawisły trzy dzwony, a dodatkowo zadbano o lepsze zabezpieczenie budowli  – zamontowano solidne zamki i kłódki, a także odpowiednio wyposażono zakrystię i wnętrze świątyni, między innymi umieszczając w niej nowe organy.

Pocztówka przedstawiająca kościół pw. św. Michała Archanioła w Oksywiu z odbudowaną po okresie wojen szwedzkich, częściowo murowaną, wieżą zwieńczoną barokowym hełmem z umieszczoną na szczycie datą 1687, fot. nieznany, wyd. von Thymian, J.H. Jacobson, 1918-1920 (ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni, sygn. MMG/HM/II/2991).

Pocztówka przedstawiająca Oksywie i kościół pw. św. Michała Archanioła na wzniesieniu z odbudowaną po okresie wojen szwedzkich, częściowo murowaną, wieżą zwieńczoną barokowym hełmem z umieszczoną na szczycie datą 1687, fot. nieznany, wyd. S. Schwalm, 1905-1907 (ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni, sygn. MMG/HM/II/3509).

Nieco inny los spotkał oksywski młyn, znajdujący się przy ujściu Potoku Chylońskiego do tak zwanej Bożej Zatoczki, zaopatrujący w mąkę co najmniej kilka okolicznych wsi. Został on zrujnowany podczas pierwszego konfliktu polsko-szwedzkiego w latach 1626–1629, kiedy Szwedzi doszczętnie zniszczyli budynek i zabili młynarza nazwiskiem Koch. Młyn odbudowano najpewniej do 1637 roku i z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że nie został uszkodzony podczas potopu szwedzkiego, ponieważ najprawdopodobniej zaopatrywał również wojska szwedzkie, walczące między innymi o pobliski Puck. Ewentualnie zniszczenia były bardzo niewielkie i zostały naprawione w krótkim czasie. Świadczy o tym fakt, że już w 1662 roku w spisie podatkowym ujęto dwóch mieszkańców działającego młyna.

Zniszczenia związane z potopem szwedzkim dotyczyły także innych wsi, które dziś są dzielnicami Gdyni. Najczęściej wspominano o zdewastowanych świątyniach. Nowo wybudowany w 1609 roku niewielki, drewniany kościół pw. św. Wawrzyńca w Wielkim Kacku, w opisie pochodzącym z 1687 roku, przedstawiony jest już jako ruina pozbawiona dzwonu i wyposażenia, co miało być konsekwencją wojny ze Szwecją w latach 1655-1660. Jak wspominał w swoim testamencie cytowany już wcześniej ksiądz Piotr Schlesiger – zarówno oksywska, jak i chylońska świątynia pw. św. Mikołaja wyglądały jak „zrujnowane jaskinie”.

Opis Chyloni pochodzący z 1664 roku wskazuje, że we wsi można było zauważyć również inne zniszczenia. Cztery lata po zakończeniu wojny wieś nadal nie miała dziedzicznego sołtysa, a z siedmiu zagród gburskich istniejących przed konfliktem, pozostały jedynie cztery i jedna półgburska. Nie była to sytuacja wyjątkowa, ponieważ w wyniku potopu upadło w regionie wiele gospodarstw. W Wielkim Kacku swoje gospodarstwa zachowało jedynie dwóch z pięciu gburów. Jeszcze gorzej było w Cisowej, gdzie lustracja z 1660 roku wykazała, że we wsi nie pozostał ani jeden gbur, ani jedna karczma, a mieszkało w niej tylko czterech zagrodników, kowal i sołtys z rodzinami.

Najstarszy dokument w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni

Jedną z zachowanych do dzisiaj pamiątek po tragicznym okresie potopu szwedzkiego na Pomorzu jest znajdująca się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni średnioskalowa mapa topograficzna Zatoki Puckiej i obszaru gdańskiego  (oryg. Dantiscum Emporium, G104/1), ukazująca blokadę zatoki przez flotę szwedzką w 1655 roku. Mapa o wymiarach 27,7 x 34,7 cm została narysowana przez szwedzkiego królewskiego kartografa i artystę Erika Jönssona Dahlberga (1625-1703), który dołączył do sztabu wojskowego króla Karola X Gustawa w 1656 roku. Powielana była jako miedzioryt wykonany przez francuskiego rytownika François de la‏ Pointe (1640-1699)12. Po raz pierwszy opublikowano ją około 1660 roku, a na szerszą skalę wydano w 1696 roku w dziele Samuela Pufendorfa (1632-1694)13 zatytułowanym De rebus a Carolo Gustavo Sueciae Rege gestis commentatorium libri septem, elegantisimmis tabulis deneis exornati cum triplice indice (pol. Komentarz do czynów Karola Gustawa, króla Szwecji, w siedmiu księgach, ozdobiony najelegantszymi dziesięciostronicowymi tablicami, z potrójnym indeksem) wydanym w Norymberdze przez Christopha Riegela (1648-1714), w którym opisano historię panowania króla Karola X Gustawa, ze szczególnym uwzględnieniem okresu potopu szwedzkiego14.

Mapa Zatoki Gdańskiej i Puckiej z okresu potopu szwedzkiego. Na mapie zaznaczono między innymi wsie Gdynia (Dingen), Oksywie (Oxive), Redłowo (Redlou), Cisowa (Zisou), Chylonia (Kielou) i Kolibki (Kalip), rys. E.J. Dahlberg, ryt. D. Lapointe, wyd. Ch. Riegel, 1656 (ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni, sygn. MMG/HM/I/1619).

Tabula Geographica exhibens districum inter Weichselmundam et promontorium Reesehöeft, vna cum delineation littorum vicinorum, nec non Classis Suedice, qua sub ductu Exellentiss: Dn. Com. Caroli Gustaui Wrangelii portus Dantiscanus, Sinus Bautzensis, vnà cum Oppido eiusdem nominis cingebatur A.D. 1655 (pol. Mapa geograficzna przedstawiająca rejon pomiędzy Wisłoujściem a przylądkiem Rozewie, na której zaznaczono sąsiednie brzegi, a także Szwedzką Marynarkę Wojenną pod dowództwem Jego Ekscelencji, Pana Marszałka Carla Gustava Wrangla, port gdański, Zatokę Pucką, które w roku 1655 otoczone były miastami o tej samej nazwie), bo tak brzmi w języku łacińskim tytuł opisywanej mapy, stanowi nie tylko cenny dokument kartograficzny, ale przede wszystkim zawiera ważne historyczne i ikonograficzne informacje.

Interesująca jest już sama jej orientacja na południe, odmienna niż na współczesnych mapach. Szwedzi przedstawili na niej swoją perspektywę ataku na Rzeczpospolitą od północy. Co interesujące, na mapie starano się oddać również rzeźbę terenu pasa nadmorskiego poprzez kreskowanie i cieniowanie, jak również głębokość Zatoki Puckiej, zaznaczając 48 punktów głębokościowych w określonych miejscach oraz oznaczając piaszczyste mielizny. W centralnej części Zatoki Gdańskiej umieszczono różę wiatrów. W prawym górnym rogu mapy umieszczono kartusz z tytułem mapy, objaśnieniami  oraz skalą liniową (1:148600)15. Dodatkowo, miedziorytnicza odbitka znajdująca się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni pod ramką w prawym rogu została oznaczona numerem 8.

Mapa obejmuje wybrzeże Bałtyku od ujścia Wisły (Weichselmunde) w Gdańsku (urbs Dantiscum) po przylądek Rozewie i –pomimo że została opracowana przez Ericka Dahlberga – obrys linii brzegowej niemal w całości pochodzi z mapy wykonanej w 1637 roku przez polskiego kartografa Fryderyka Getkanta, której powstanie było związane się z planami rozbudowy floty wojennej przez króla Władysława IV Wazę16. Na tej podstawie należy sądzić, że Dahlberg opracował mapę dopiero w 1656 roku, kiedy dołączył do sztabu wojskowego króla Karola X Gustawa, na podstawie wcześniejszej polskiej mapy, a nie przygotował jej samodzielnie w okresie, który na niej przedstawiono, czyli w momencie szwedzkiej blokady portów w Gdańsku, Pucku (Bautzig) i twierdz Kazimierzowo (Casimirs Schanz) i Władysławowo (Vladislausburg), ponieważ w tym czasie przebywał we Włoszech.

Na wodzie zaznaczono również szwedzką flotę dowodzoną przez Carla Gustava Wrangla w postaci kilkudziesięciu jedno-, dwu- i trzymasztowych żaglowców. Wzdłuż wybrzeża oznaczono również 44 miejscowości, między innymi Oliwę, gdzie oznaczono klasztor Cystersów (Monasterium Oliva), Sopot (Zoppot), Kolibki (Kalip), Chylonię (Kielou), Gdynię (Dingen), Oksywie (Oxive), Rumię (Rameln), Zagórze (Sagors), Redę (Reed), Puck (Bautzig), Swarzewo (Schwarsou) czy Hel (Heel). W kilku miejscach zaznaczono również kościoły oraz młyny (molendinum), między innymi wspomniany wcześniej oksywski, znajdujący się przy ujściu Potoku Chylońskiego, dzięki czemu można przypuszczać, że funkcjonował on jeszcze przynajmniej na początku potopu szwedzkiego.

Warto również zwrócić uwagę na jeziora i cieki wodne przedstawione na mapie, a w szczególności na tak zwany Kaczy Potok (obecnie rzekę Kaczą), na którym zaznaczono trzy znacznych rozmiarów jeziora. Niestety, była to jedynie pomyłka rysownika, ponieważ w rzeczywistości na Kaczej znajdowały się jedynie niewielkie stawy, powstałe w wyniku spiętrzeń wody.

Na mapie oznaczono również polskie twierdze: Wisłoujście, Puck, Władysławowo i Kazimierzowo. Szczególnie interesujące są te dwie ostatnie, położone na Półwyspie Helskim. Były to nowoczesne forty wybudowane w 1635 roku przez króla Władysława IV, który dążył do otwarcia Polski na Bałtyk i budowy floty wojennej Rzeczypospolitej. Potrzeba stworzenia bazy dla okrętów, niezależnej od Gdańska i głębszej niż Puck, spowodowała budowę portu wojennego i broniącej go twierdzy na Mierzei Helskiej, przy głębi wodnej zwanej współcześnie „Chałupską Jamą”, nazwanej Władysławowem na cześć króla17. Warownia w kształcie nieregularnego wieloboku z sześcioma bastionami, stanowiskami artylerii, fosą oraz bramą od strony portu zajmowała całą szerokość półwyspu. W twierdzy mieściły się magazyny i koszary, ale także pomocnicze warsztaty stoczniowe. Prawdopodobnie zaplanowana była także budowa bramy wodnej oraz basenu portowego na majdanie twierdzy. Po 1648 roku kilka kilometrów za panowania króla Jana II Kazimierza Wazy na wschód od twierdzy powstał również szaniec, nazywany na jego cześć Kazimierzowem[4].

Obie twierdze nie odegrały jednak znaczącej roli podczas potopu szwedzkiego, ponieważ po podpisaniu rozejmu ze Szwecją w Sztumskiej Wsi w 1635 roku, z powodu braku funduszy na jego utrzymanie, już w 1643 roku rozbrojono fort Władysławowo i przeniesiono jego załogę. Analogicznie, załoga Kazimierzowa w 1655 roku, w trakcie potopu szwedzkiego, została wycofana do obrony Pucka, a szaniec został natychmiast zajęty przez Szwedów. Podczas wycofywania się do Szwecji pod koniec wojny twierdza została całkowicie zniszczona.

Poza wspomnianymi fortyfikacjami, na opisywanej mapie można zauważyć również przewężenia Półwyspu Helskiego, sprawiające wrażenie, jakby składał się z sześciu wysp. Należy w tym miejscu zaznaczyć, wbrew często powielanej opinii, że w rzeczywistości półwysep w tym okresie stanowił jednolitą całość, a zaznaczone na mapie przesmyki to sztuczne kanały wodne, które miały utrudniać podejście do obu twierdz. Przekopy powstały z wykorzystaniem sił przyrody – w miejscach okresowych przelewów sztormowych, jednak funkcjonowały okresowo, ponieważ ulegały regularnemu zapiaszczeniu i naturalnemu odtworzeniu ciągłości półwyspu.

Na mapie Zatoki Gdańskiej przygotowanej we wrześniu 1596 roku przez Waltera Clemensa, Półwysep Helski jest już całkowicie ciągły18. Nieprawdziwa informacja o ciągu wysp bywa utrwalana również współcześnie, jednak poznając bliżej archiwalne mapy, możemy zapoznać się nie tylko z tragiczną historią szwedzkiego najazdu na Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ale także zauważyć mniej znane wątki z dziejów Polski, Pomorza i Gdyni.

dr Dawid Gajos


Cytat „tfu… Szwedzi!” użyty w tytule artykułu ma charakter humorystyczny i żartobliwy. Nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. Zwrot oryginalnie pochodzi z historycznego serialu satyrycznego „1670” (2023, reż. M. Buchwald, K. Kądziela, prod. Netflix Polska).

Przypisy:

  1. W czasie potopu szwedzkiego Szwedzi stracili około 40 000 mieszkańców, zaś w Polsce około roku 1670 mieszkało szacunkowo 6 500 000 mieszkańców, czyli o 4 500 000 ludzi mniej niż przed rokiem 1655. ↩︎
  2. W Wielkopolsce, w której szwedzka okupacja trwała najdłużej, straty wyniosły nawet powyżej połowy ludności (około 58%). Na Pomorzu ta liczba wynosiła blisko 50%. ↩︎
  3. Do pospolitego ruszenia powoływano całą szlachtę oraz mieszczan z Krakowa, Wilna i Lwowa, posiadających dobra ziemskie, a także wójtów i sołtysów ze wsi Rzeczypospolitej Obojga Narodów.; Z. Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana, t. IV, Warszawa 1903, s. 104. ↩︎
  4. W pierwszej fazie wojny szwedzki król Karol X Gustaw ogłosił zakaz niszczenia mienia i zobowiązał swoich żołnierzy do dyscypliny i szacunku dla ludności podbitych terenów, co wzbudziło zaufanie polskiej szlachty, ale już po kilku miesiącach wycofał się z tych rozkazów i grabieże stały się podstawą utrzymania szwedzkiej armii. A polscy zakonnicy donosili: „kościoły wszędzie złupione, kapłani ze wszystkiego obrani, panny zakonne pogwałcone, domy szlacheckie zrabowane, siła szlachty pozabijanych, lud wszystek nader uciśniony, w czym nie pomagają żadne pacta, deditie i protectie (pakty, poświęcenie i ochrona – przyp. D.G.)”. ↩︎
  5. Nawiązanie do tych wydarzeń znajduje się nawet w hymnie Polski – „Mazurku Dąbrowskiego”. Tekst polskiej pieśni patriotycznej sławi dowódcę Stefana Czarnieckiego, który w ramach wojny partyzanckiej w okresie II wojny północnej (potopu szwedzkiego) zdecydował się odbić okupowaną przez Szwedów duńską wyspę Als w zachodniej części Morza Bałtyckiego. Plan został wykonany z powodzeniem, a działania Czarnieckiego obrosły prawdziwą legendą. Miał on rzekomo przeprawić się przez ponad 500-metrową duńską cieśninę na Bałtyku w grudniu 1658 roku… wpław w lodowatej wodzie, ciągnąc za sobą zamarznięte konie. Stefan Czarniecki zasłynął jako mistrz wojny szarpanej, unikając tym samym wielkich bitew z lepiej wyszkolonymi i uzbrojonymi wojskami szwedzkimi. ↩︎
  6. Łupy wykradzione z polskich kościołów składano później w „pobożnych darach” po udanej wyprawie wojennej w szwedzkich kościołach ewangelickich. Miały one wartość głównie symboliczną – zwycięstwa reformatorów nad katolikami. ↩︎
  7. Do dzisiaj w polskich rzekach często odnajdywane są skarby z okresu potopu szwedzkiego, które wpadły do wody podczas transportu na wybrzeże Bałtyku. ↩︎
  8. M.A. Pieńkowski, Potop szwedzki: bilans zbrodni, zniszczeń i grabieży, 03.06.2019, HrabiaTytus.pl, https://hrabiatytus.pl/2019/06/03/potop-szwedzki-bilans-zbrodni-zniszczen-i-grabiezy/ [dostęp: 21.05.2025]. ↩︎
  9. Z częścią z nich można się nawet zapoznać w otwartym dostępie cyfrowym! W szwedzkim parlamencie co jakiś czas pojawiają się postulaty zwrócenia Polsce zagrabionych dóbr, jednak dotychczas nie podjęto szerszej dyskusji na ten temat. Polska Fundacja Odbudowy Zniszczeń Dokonanych w Czasie Potopu Szwedzkiego od lat postuluje odzyskanie reparacji wojennych od Szwecji w choćby symbolicznej formie, którą miałaby być odbudowa jednego ze zniszczonych przez Szwedów w okresie potopu zamków z przeznaczeniem go na Centrum Współpracy Polsko-Szwedzkiej. Ten postulat również nie został poddany dotychczas szerszej debacie.; D. Zyśk, Szwecja zwróci Polsce łupy zrabowane jeszcze w czasie potopu? Jest propozycja, Forsal, 18.02.2023, https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/8664045,szwecja-zwrot-lupo-potop-szwedzki.html [dostęp: 28.02.2025]. ↩︎
  10. Więcej patrz: Karczmy na Bałtyku, chrońmyklimat.pl,  http://chronmyklimat.pl/wiadomosci/nauka-o-klimacie/karczmy-na-baltyku [dostęp: 28.02.2025]. ↩︎
  11. W języku polskim do dzisiaj funkcjonują wyrażenia związane z okresem potopu szwedzkiego, takie jak: „Przyszły Szwedy, narobiły w Polsce biedy” w znaczeniu „Szwedzi wywołali w Polsce okres biedy’; „Tyle co Szwedów” w znaczeniu „bardzo dużo”; „robić coś po szwedzku” w znaczeniu „robić coś nieszczerze”. ↩︎
  12. Miedzioryt to rodzaj najstarszej techniki graficznej wykonywanej na metalu, stosowanej już w I połowie XV wieku. Grafika wykonywana jest rylcem na gładkiej płycie miedzianej. Po wykonaniu wzoru płytę macza się równomiernie w tuszu, w dalszej kolejności usuwając jego nadmiar, tak by pozostał jedynie w wyrytych rowkach. Tak przygotowaną matrycę odbija się na papierze z wykorzystaniem prasy drukarskiej. Miedziorytem nazywa się zarówno metalową płytkę ze wzorem, jak i samą papierową odbitkę. W okresie od XVI do XVII wieku ryciny miedziorytnicze były najpopularniejszą techniką druku kartograficznego oraz ilustracji książkowych. ↩︎
  13. Samuel Pufendorf (1632-1694) był niemieckim historykiem i prawnikiem z Saksonii. Studiował w Jenie i Lipsku, a od 1661 roku wykładał prawo na Uniwersytecie w Heidelbergu. Szwecję odwiedził po raz pierwszy w 1670 roku, a od 1677 roku zamieszkał na stałe w Sztokholmie, stając się nadwornym historiografem i dyplomatą szwedzkiego króla Karola XI Wittelsbacha. W 1689 roku wrócił do Niemiec i pracował w Berlinie jako kronikarz elektorów Brandenburskich. ↩︎
  14. Dzieło „De rebus a Carolo Gustavo…” zawiera łącznie 112 miedziorytów, które dokumentują ważne historyczne wydarzenia, plany miast, zamków i budowli takich jak kościoły, mosty czy panoramy miejscowości. Stanowią one bezcenne źródło wiedzy na temat Polski sprzed potopu szwedzkiego, po którym wiele utrwalonych na nich miejscowości nigdy nie wróciło do swojej świetności. ↩︎
  15. Wymiary i skala mapy zostały zmniejszone względem jej opracowań na potrzeby wojskowe i dostosowane do wydawnictwa Samuela Puffendorfa. ↩︎
  16. Więcej patrz: Mapa Zatoki Puckiej: oprac. przez Fryderyka Getkanta wydana w roku 1637 skala m/w 1:110 000, Biblioteka Narodowa, https://polona.pl/item-view/b7c56aac-55c2-4744-8d5e-9e675d3a892d?page=0 [dostęp: 22.05.2025]. ↩︎
  17. Twierdza Władysławowo była umiejscowiona w pobliżu współczesnej wsi Chałupy. ↩︎
  18. Więcej patrz: Mapa zachodniej części Zatoki Gdańskiej (portolan) – Primo et Neccesario sapere bene Usare Il Remo Chiporre la mare Il governare La Nave, 1596, Archiwum Państwowe w Gdańsku, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:AGAD_Najstarsza_zachowana_morska_mapa_nawigacyjna_Zatoki_Gda%C5%84skiej.jpg [dostęp: 22.05.2025]. ↩︎

Bibliografia:

A. Busler, Najstarszy kościół Gdyni. Dzieje oksywskiej parafii, Czec.pl, 15.07.2021, https://czec.pl/pl/n/103?srsltid=AfmBOorWF7JZ4f2jms9Tt6XG_nQ3BnJdahgIffdBiUvabt64OsFBLJlT [dostęp: 28.02.2025].

Z. Ciesielski, Grabieże dóbr kulturalnych w Polsce przez Szwedów w XVII i w początkach XVIII wieku, „Zapiski Historyczne” 2003, t. 68, s. 97–108.

J. Gilewicz, Poznaj najstarszy kościół Gdyni, Trójmiasto.pl, 01.06.2014, https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Poznaj-najstarszy-kosciol-w-Gdyni-n80036.html [dostęp: 28.02.2025].

Historia parafii, Parafia pw. św. Michała Archanioła w Gdyni Oksywiu, http://www.parafiaoksywie.pl/historia [dostęp: 28.02.2025].

H.Ch. Holsten, Przygody wojenne 1655–1660, tłumaczył Józef Leszczyński, opracował, wstępem, przypisami i indeksami opatrzył Tadeusz Wasilewski, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1980.

Karczmy na Bałtyku, chrońmyklimat.pl,  http://chronmyklimat.pl/wiadomosci/nauka-o-klimacie/karczmy-na-baltyku [dostęp: 28.02.2025].

L. Kubala, Wojna szwedzka, Wydawnictwo Armoryka, Sandomierz 2017.

Z. Kuchowicz, W walce z najazdem szwedzkim 1655-1660, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1956.

A. Kwaśniewska, Puck, Kaszubopedia, https://kaszubopedia.pl/index.php/glossary/puck/ [dostęp: 28.02.2025].

P. Ledzińska, Dlaczego Szwedzi zaatakowali Rzeczpospolitą? 369 lat temu rozpoczął się potop szwedzki, Polska Morska, https://polska-morska.pl/2024/07/22/dlaczego-szwedzi-zaatakowali-rzeczpospolita-369-lat-temu-rozpoczal-sie-potop-szwedzki/ [dostęp: 27.02.2025].

S. Leśniewski, Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022.

P.M. Mojski, 4. Tabula Geographica exhibens districtum inter Weichselmundam et promontorium Reesehöeft, una cum delineatione littorum vicinorum, nec non Classis Suediæ, qua sub ductu Exellentiss: Dn. Com. Caroli Gustaui Wrangelij portus Dantiscanus, Sinus Bautzensis, vnà cum Oppido eiusdem nominis cingebatur A°,1655, Rapperswil Kartografia, https://mapy.muzeum-polskie.org/katalog-map-crp/tabula-geographica-exhibens-districtum-inter-weichselmundam-et-pro-montorium-reesehoeft-una-cum-delineatione-littorum-vicinorum-nec-non-classis-suediae-qua-sub-ductu-exellentiss-dn-com-caroli [dostęp: 28.02.2025].

M.A. Pieńkowski, Potop Szwedzki: bilans zbrodni, zniszczeń i grabieży, Hrabia Tytus, https://hrabiatytus.pl/2019/06/03/potop-szwedzki-bilans-zbrodni-zniszczen-i-grabiezy/ [dostęp: 28.02.2025].

P. Palka, Potop Szwedzki – jedna z największych tragedii w dziejach Polski, wszystkoconajważniejsze.pl, https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/potop-szwedzki-jedna-z-najwiekszych-tragedii-w-dziejach-polski/ [dostęp: 27.02.2025].

Potop szwedzki, 100 faktów z historii, https://100faktowzhistorii.pl/fakty/potop-szwedzki/ [dostęp: 27.02.2025].

T. Rembalski, Gdynia i jej dzielnice przed powstaniem miasta (XIII-XX wiek), Muzeum Miasta Gdyni, Gdynia 2011.

A. Szabelski, Polskie skarby zrabowane podczas Potopu Szwedzkiego. Gdzie można je oglądać?, Onet.pl, https://wiadomosci.onet.pl/swiat/potop-szwedzki-jakie-polskie-skarby-zrabowali-szwedzi/tlgekd7 [dostęp: 27.02.2025].

J. Szeliga, Rozwój kartografii wybrzeża gdańskiego do roku 1772, Wrocław, Warszawa, Kraków, Łódź 1982.

J. Szerle, Młyn zbożowy w Oksywiu. Geneza – funkcjonowanie – upadek (XIV-XVIII w.), „Studia Gdańskie” 2015, nr 36, s. 249-260.

E. Teodorowicz-Hellann, Szwedzkie wpływy w języku polskim. Perspektywa językowo-kulturowa, Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis Studia Linguistica VIII 2013, s. 303-3012.

A. Węgłowski, Jak Szwedzi złupili Polskę podczas Potopu?, Ciekawostki Historyczne, https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/09/20/byli-gorsi-od-niemcow-i-armii-czerwonej-jak-szwedzi-zlupili-polske-podczas-potopu/ [dostęp: 27.02.2025].

J. Wimmer, Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1973.

Zniszczenia szwedzkie na terenie Korony w okresie potopu 1655–1660, oprac. M. Nagielski, K. Kossarzecki, Ł. Przybyłek, A. Haratym, DiG, Warszawa 2015.

D. Zyśk, Szwecja zwróci Polsce łupy zrabowane jeszcze w czasie potopu? Jest propozycja, Forsal, 18.02.2023, https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/8664045,szwecja-zwrot-lupo-potop-szwedzki.html [dostęp: 28.02.2025].